Wywiad z Antonim ...

artykuł "Nowy Dziennik" Toronto rozmawia Anna Łabieniec




Wywiad z Antonim...

Rozmowa z Antonim Przechrztą, nauczycielem Federacji Duchowych Uzdrowicieli Wielkiej Brytanii

Artysta -rzeźbiarz, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, Londynie i Wiedniu, stypendysta fundacji Henry Moora wystawiający swoje prace w Europie i Ameryce. Pierwszy Polak, nauczyciel NFSH, cieszącej się renomą w całym świecie. Od lat z wielkim powodzeniem praktykujący uzdrawianie, wykładowca brytyjskich uczelni medycznych, przecierający w Polsce szlaki duchowemu uzdrawianiu.

- Nie jestem cudotwórcą. Jestem po prostu narzędziem przekazu energii życiowej. Nie ładuję nikogo własną energią bo to byłby tylko trik. Przekazuję pacjentom strumień energii z góry, dla jednych będzie to Kosmos, dla innych Niebo. Dla mnie jest to po prostu uzdrawiająca energia miłości ze Źródła.

A.¸: Informacje o Pana sukcesach w Anglii dotarły najpierw do Polski, a potem do Polonii w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Reprezentuje Pan jeszcze niezbyt znaną dyscyplinę medycyny niekonwencjonalnej, która czasem swoją nazwą wzbudza kontrowersje. Czy słusznie?

A.P: - Duchowe uzdrawianie znane jest od tysiącleci. Świadomi ludzie oczekują dziś nie tylko uzdrowienia ciała, ale i poprawienia jakości życia na wszystkich poziomach.

W Polsce bardziej popularna była bioenergoterapia, ale kilkanaście lat temu i ona była nowością, a osoby praktykujące terapię były otoczone aurą niezwykłości. Bioenergoterapia zwykle określana jako przekaz energii życiowej pomagającej człowiekowi wyzwolić się od chorób, największy nacisk kładzie na wyleczenie chorej części ciała, narządu. Ludzie latami podkopują swoje zdrowie, ale wierzą, że uzdrowiciel wykona magiczny gest i wszystkie problemy zdrowotne znikną.

Podstawowym zadaniem uzdrowiciela jest przekaz energii duchowej, który uzdrawia, umacnia i uwalnia, ale potrzebne tu jest też uzdrowienie swojego wnętrza, które to przynosi trwałą poprawę zdrowia , czyli uniezależnienie człowieka od sytuacji i stanów ograniczających jego egzystencję w pełni miłości i szczęścia.

Jak to się stało, że mając ugruntowaną pozycję w świecie sztuki zainteresował się Pan uzdrawianiem?

Zawsze pociągało mnie mistyczne postrzeganie świata, a do pójścia obecną drogą skłoniły mnie w jakimś stopniu także doświadczenia życiowe. Zawsze przeczuwałem, że w duchowości jest jakaś moc, że ona potrafi zmienić życie, uruchomić jakieś procesy, spowodować coś niezwykłego i to przekonanie nie dawało mi spokoju. W końcu zacząłem się uczyć, zgłębiając tajniki uzdrawiania. Studiowałem psychologię, przeszedłem szkolenie w dziedzinie uzdrawiania i jasnowidzenia w Londynie.

Czy sztuka nie jest dla Pana przejawem Boskiego Światła, manifestacją duchowości w materialnej formie, bo rzeźba, jak myśl, jest tego najpiękniejszym przykładem? To nadanie formy jakiejś myśli czy uczuciu.

Sztuka była dla mnie właśnie takim wyrażeniem duchowości. Praktykowałem sztukę nowoczesną, studiowałem rzeźbę, ale tworzyłem w czasach, gdy sztuka wyrażająca szeroko pojętą miłość, duchowość, czy troskę o człowieka nie była popularna na Zachodzie. Pisałem manifesty o tym, że sztuka ma uzdrawiać człowieka i pomóc mu się w życiu odnaleźć. W tamtych czasach było to niepopularne, pewnie i dzisiaj jest. Pomyślałem, że zamiast walczyć ze światem sztuki postmodernistycznej, który chciałbym zmienić, lepiej poszukać ludzi, którzy myślą jak ja. Teraz praktykując uzdrawianie i ucząc, nie mam wiele czasu na sztukę, ale nadal ją kocham. Wielu ludzi nie było otwartych na duchowość w sztuce, dlatego i ja do końca nie mogłem się zrealizować w sztuce jaką chciałem tworzyć. A postmodernizm w mojej teorii duchowości się nie mieści, a obszar sztuka życia czy sztuka uzdrawiania wymaga artyzmu.

Gdy byłem na IV roku Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie wyjechałem do Anglii by poznać najnowsze trendy sztuki współczesnej. Otrzymałem Stypendium Henry Moorea w Akademii Królewskiej na 3 lata. Jedno takie wyróżnienie przydarza się na rok w tej uczelni i przypadło pierwszy raz Polakowi. Równolegle do studiów sztuki poznawałem również tajniki wiedzy duchowej, uzdrawiania, którą interesowałem się od zawsze. Wystawiałem swoje prace w Nowym Jorku, Wiedniu, Londynie, a jednocześnie dostałem propozycję pracy w klinice. Praktykowałem uzdrawianie i zdobywałem doświadczenie. Gdy pojawiła się propozycja zorganizowania polskiego ośrodka z radością zabrałem się za jego tworzenie, kursując między Anglią i Polską. Uważam, że moi polscy uczniowie osiągają nawet czasem lepsze wyniki niż ich angielscy koledzy, Polacy są uzdolnieni w tym kierunku, mają większy potencjał energetyczny. To wynika z mentalności, bardziej kierują się w działaniu sercem.

Potrafiłby Pan w świetle swojej teorii wyjaśnić natchnienie twórcze?

Ono często przychodzi w stanie wyciszenia, kontaktu z własną duszą, aniołami i być może innymi artystami, którzy egzystują po tamtej stronie i wpływają na nasze procesy twórcze. Moje studia w Akademii Królewskiej różniły się od tego, co robili moi koledzy: oni mówili głównie o narzędziach, jak coś wyciąć i przymocować, a ja o pojęciach: jak wyrazić różnego rodzaju uczucia. Mój proces twórczy nie polegał na konsekwentnym szukaniu formy: chodziłem, jakbym czegoś szukał, a gdy wpadła mi myśl, szybko wykonywałem część pracy i czekałem na dalszy ciąg inspiracji. Takie tworzenie jest jakby formą dotarcia do "centralnej biblioteki informacji" jakby to powiedział Jung - informacji w świecie ducha. Dobry sposób na rozwój zdolności jasnowidzenia.

W świetle niektórych teorii sztuka jest też przekazem energii. Czy może mieć również działanie uzdrawiające?

Sztuka od wieków może wnosić do życia to co i uzdrawianie. Moje wystawy, performance "Żywej Rzeźby" są formą grupowego uzdrawiania. Jestem autorem kolekcji fotografii, na których staram się uchwycić energię przekazywaną podczas zabiegów uzdrawiania. Chcę obdarzyć moje prace energia twórczą tak, by pobudziła procesy twórcze w odbiorcach sztuki. Wiele dzieł sztuki, również muzycznych działa uzdrawiająco.

Jaka jest najlepsza droga do nawiązania kontaktu ze swoją intuicją, nadświadomością ?

Trzeba wyciszyć się, zapomnieć o tym co boli, wybaczyć, odpuścić przeszłość, wchodząc w głęboki stan medytacji, albo modlitwy, który pomaga w nawiązaniu kontaktu z naszą duszą, pomagając wsłuchać się w głos wewnętrzny. Nawiązanie kontaktu z intuicją jest też przedmiotem warsztatów uzdrawiania i jasnowidzenia.

Z Pana seansów uzdrawiania skorzystały na świecie tysiące osób. Wiele z nich zapoznało się na kursach ze sztuką samouzdrawiania. Na czym polega Pana działanie w akcie uzdrawiania i jak to uzdrawianie się przejawia?

- Nie jestem cudotwórcą. Jestem po prostu przekazicielem energii. Nie ładuję nikogo własną energią, bo to byłby tylko trik. Przekazuję pacjentom strumień energii z góry, dla jednych będzie to Kosmos, dla innych Niebo. Dla mnie jest to po prostu uzdrawiająca energia miłości płynąca od Boga. Wielu ludziom przy mojej pomocy uzdrawianie pomogło uwolnić się od totalnej depresji i poczucia bezsensu życia, udało się uratować wiele związków małżeńskich od nienawiści i rozwodów. Mógłbym też wyliczać poprawę zdrowia związaną z niewydolnością układu krążenia, układu nerwowego. Pozytywne rezultaty duchowe uzdrawianie daje w terapii chronicznego zmęczenia, nowotworów, migren, astmy i wielu innych schorzeń. W zakres mojej działalności wchodzi psychoterapia, a więc w sumie udzielam porad z zakresu rozwoju osobowości, kariery zawodowej, zajmuję się problemami natury emocjonalnej i psychicznej. Wierzę, że każdy człowiek może być szczęśliwy i w dużej mierze zależy to od niego samego . Rozwój duchowy może pomóc w realizacji twórczego potencjału. Najbardziej widocznym efektem uzdrawiania jest uczucie komfortu wewnętrznego, bezpieczeństwa, rozluźnienia i lekkości. Poprawia się samopoczucie i stopniowo równocześnie znikają dolegliwości ciała. Odblokowuje się układ limfatyczny i poprawia praca wszystkich organów ciała. Uzdrawianie poprawia także kontakty międzyludzkie i zwiększa efektywność pracy. Jednak niektóre schorzenia wymagają kilku, a nawet kilkunastu spotkań. Czasem może nastąpić tak wielkie pobudzenie organizmu do samoleczenia, iż chory wyraźnie odczuwa dawkę energii. Niektórzy określają to jako odczucie kontaktu z własną duszą.

Gdy mówimy o duszy, nasuwa się pytanie: gdzie, w jakim wymiarze najbardziej istniejemy? W świecie materii, emocji, intelektu, czy ducha? Czy uwzględniamy wszystkie te płaszczyzny egzystencji w naszej działaniu?

Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy sobie zadać następne: po co żyjemy? Czy z życia czerpiemy radość i spokój? Czy inspirujemy się wewnętrznie do działania, które mogą poprawić jakość innych? Jeżeli tak, to znaczy, że mamy dobry kontakt z własną duszą. Bez tego kontaktu trudno o głębokie spojrzenie na rzeczywistość, często nie znamy sensu życia, działamy na oślep, dokonujemy przypadkowych wyborów, robimy to, na co często nie mamy ochoty i co nie jest dla nas najlepsze. Często samo zrozumienie rzeczywistości jest uzdrowieniem, drogą do sukcesu, drogą do poradzenia sobie z wyzwaniami jakie stawia życie.

Jaki jest Pana stosunek do filozofii New Age?

New Age, czyli Nowa Era to budzenie się świadomości uwzględniającej duchowość w zachowaniu społeczeństwa końca drugiego tysiąclecia. Jego główna cecha to uwzględnienie relacji pomiędzy ciałem, umysłem i duchem. Wiele osób zaangażowanych w taki ruch, o ile można to nazwać ruchem, zawiodło się na instytucjonalnym podejściu do życia: czysto materialnym, a jeżeli duchowym, to tylko w słowie, dogmacie a nie w mistycznym pojmowaniu świata. Nie byłoby dobrze, gdyby uruchomienie świadomości duchowej miało na celu tylko polepszenie sobie sytuacji materialnej, a nie realizację również swojej życiowej misji. Myślę, że w nowym tysiącleciu powinniśmy wejść w Nowy Renesans, którego celem byłby rozwój świadomości duchowej i relacji międzyludzkich opartych na miłości.

Duchowe Uzdrawianie nie jest w konflikcie z systemami religijnymi i filozofiami a jego praktykowanie nie wyklucza wyznawania jakiejkolwiek religii.

Na przykład w moim przypadku praktykowanie yogi wzbogaciło moje chrześcijańskie wyznanie wiary o istotne elementy, które wykorzystuję w życiu codziennym. Oprócz tego że studiowałem yogę i psychologię to wiele metod terapii które przekazuję innym poznałem metodą doświadczeń na własnej skórze. W mistycyzmie, który proponuje Chrystus nadrzędnym hasłem jest odkrywanie miłości w stosunku do siebie i w stosunku do drugiego człowieka. A to jest baza do uzdrowienia własnego życia. Stosowanie tej zasady pozwala nam osiągnąć szeroko pojęty sukces. Chrystus namawia nas do uzdrawiania, wskrzeszania umarłych, prorokowania. Dobrze, że Papież docenił i wyniósł na ołtarze ojca Pio, bo on jest przykładem współczesnego mistyka, uzdrowiciela i jasnowidza, który wspaniale odnalazł się w chrześcijaństwie i mógłby być dla wielu inspiracją do pójścia krok dalej w chrześcijańskiej duchowości.

A co z osiągnięciem równowagi i harmonii?

Jeżeli w jakiejś dziedzinie życia nie ma harmonii, to ona zabiera nam część energii. Jeżeli nie mamy dobrego kontaktu z własną duchowością to tracimy inspirację - w chrześcijaństwie nazywa się to prowadzeniem przez Ducha Świętego. To intuicja.
W ostatnich czasach odeszliśmy od zgłębiania świata duchowego i pogrążamy się w świecie materialnym, ze strachu o przetrwanie. Odejście w kierunku aspektu materialnego nasiliło się w XX wieku, ale ostatnio obserwuje się ożywienie, zainteresowanie tą stroną, między innymi w sferze biznesu, ludzie dostrzegają możliwość uzdrowienia swojego życia zawodowego, czy siebie samych, przez stanie się ludźmi duchowymi, harmonijnymi.
Czy to jednak nie jest przygnębiające, że niskie w sumie pobudki, pchają człowieka do tego, do czego powinien dążyć bezinteresownie, z dobrej woli?
Chcę wyzdrowieć, chcę wyjść z dołka finansowego, więc staję się człowiekiem duchowym... Chyba nie tak być powinno?!

Ważne, że istnieje coś, co ich w kierunku duchowości prowadzi. W momencie, gdy człowiek zauważa, że jest istotą duchowa to już jest na ścieżce do odnalezienia siebie. Czasem przez ból doświadcza duchowości, nieźle się nieraz w życiu musi porozsypywać, zanim doceni harmonię. Przychodzą do mnie ludzie rozbici, w których życiu źle się dzieje i to jest punkt startowy do szukania własnej duchowej prawdy. Gdyby wiodło im się świetnie, nigdy by o podobnej "kuracji" nie pomyśleli.

Nieszczęścia, potknięcia mogą pchnąć na dobrą drogę duchowego rozwoju?

Oczywiście lepiej, żeby nie było tego złego, czy tragicznych doświadczeń, ale niektórych trudno byłoby wtedy skierować na tą drogę.

Gdy dobrze się wiedzie ich uwaga jest rozproszona?

Wtedy mają inną hierarchię wartości. W świecie, w którym przebywam jest na szczęście wielu ludzi, którzy odkrywają tę drogę. Są spokojni, promieniują miłością, ich życie się zmienia, odzyskują zdrowie.

Jak wygląda codzienne życie uzdrowiciela?

Pracowicie. Jestem przeważnie ciągle w podróży, między Anglią, Polską, Ameryką. Regularnie jestem zapraszany na wykłady Akademii Medycznej w Londynie, prowadzę zajęcia ze studentami IV roku, prowadzę kursy uzdrawiania licencjonowane przez brytyjska federację, jasnowidzenia i realizacji siebie.

Duchowe uzdrawianie wymaga wielu talentów. Istotne jest właściwe podejście do pacjenta, wiedza psychologiczna, medyczna, umiejętność widzenia aury, przeprowadzenia odpowiedniej relaksacji, wizualizacja. Oprócz tych, którzy przychodzą na szkolenia, aby pomóc sobie samym, mam na zajęciach lekarzy, psychoterapeutów, praktykujących niekonwencjonalne metody leczenia: Reiki, masaże, Shiatsu, akupunkturę, homeopatię. Przychodzą ludzie, którzy kiedyś byli wspaniali w swojej dziedzinie, a dziś spotykają ich niepowodzenia i trudności. Na zajęciach odzyskują wiarę w siebie, stawiają pierwsze kroki do swoich marzeń. To dla mnie wspaniałe przeżycie widzieć tych umęczonych i wymaglowanych rzeczywistością ludzi odzyskujących na moich oczach własną tożsamość, uzdrawiających własne emocje i ciało fizyczne. To prosta prawda, że chcąc uzdrowić siebie, powinniśmy otworzyć się na innych, aby dostrzec w nich Boga. Potrzebujemy jedności. My, Polacy musimy znaleźć sposób, aby sobie pomagać, a nie tylko konkurować ze sobą. Nauczmy się współdziałać, nie róbmy niczego, co mogłoby przytłumić nadzieję realizacji drugiego człowieka. Wspomagając innych, wspomagamy siebie. Nie krytykujmy innych, gdy nie znamy ich drogi i nie wiemy, czy ich kroki nie są większe od naszych. Osadzanie zostawmy Bogu.

W niewielkiej sali w centrum Toronto odbywają się niecodzienne zajęcia. Kursanci - kobiety i mężczyźni w różnym wieku zdobywają wiedzę z zakresu uzdrawiania duchowego. Na co dzień wykonują różne zawody, mają różne zainteresowania, ale łączy ich jedno: chcą pomóc sobie i innym. Zajęcia prowadzi Polak mieszkający w Londynie, Antoni Przechrzta..

Weronika:
Zawsze byłam sceptycznie nastawiona do tego typu terapii, powątpiewałam w tego typu historie. Zapisałam się na kurs Silva Mind Control, gdy w mojej rodzinie pojawiła się ciężka choroba, wobec której medycyna konwencjonalna była bezsilna. I ja byłam bezsilna i chciałam szukać ratunku dla bliskiej osoby. I Silva była dla mnie wtedy ostatnia deska ratunku. W czasie tamtego kursu nauczyłam się przekazywania energii na odległość. Wszystko wskazuje na to, choć oczywiście nie mam dowodu, że bardzo bliskiej osobie w ten sposób pomogłam. Moja nadzieja została potwierdzona i zaczęłam się interesować tymi sprawami. Później poszłam na kurs Reiki. Okazało się, że to pracuje. Ukończyłam więc kurs II stopnia. I ciągle chcę poszerzać swoją wiedzę, rozwijać swoje umiejętności. Próbowałam różnych dróg, ale czasem od razu odbierałam sygnał, że one mi nie odpowiadają (np. hinduskie sposoby medytacji, leczenia, który operują energią zimna). Od razu poczułam ,że to nie dla mnie. Zostaję więc przy Reiki i jej podobnych. To, czego tu się uczę na kursie Antoniego Przechrzty jest bardzo podobne do ćwiczeń na zajęciach z hatha yogi, do moich medytacjach pod kierunkiem poprzedniego mistrza.

Zbigniew:
Z wykształcenia jestem energetykiem i tak się złożyło, że zajmuje się energiami, tylko w innym kontekście. Ukończyłem ponad 20 kursów uzdrawiania, bioenergoterapii, Silvy. Głównie zajmuję się uzdrawianiem i badaniem na odległość różnych zjawisk. Na przykład, komuś, kto źle sypia uprzytamniam ile ma pod podłoga cieków wodnych, badam domy, zajmuję się odpromieniowywaniem i przesyłaniem energii na odległość.

Grzegorz:
Na kurs pana Antoniego trafiłem bo jestem zainteresowany ta tematyka. Wcześniej skończyłem kurs Silvy. Kiedyś usłyszałem ogłoszenie w radio, że odbędzie się kurs doskonalenie umysłu metodą Silvy. To był przypadek: właśnie skręciłem nogę w kolanie jeżdżąc na nartach i miałem trochę wolnego czasu. Tamten kurs dosłownie odmienił moje życie. Zacząłem zupełnie inaczej patrzeć na świat, zrozumiałem dlaczego przeżyłem to, czy tamto, czym to było spowodowane, zrozumiałem przyczyny pewnych problemów życiowych. Zacząłem rozwijać swoje umiejętności. Ukrywam ich głównie dla siebie, ale zdarzyło się, że pomogłem innym w różnych sytuacjach. Ten kurs traktuję jak nowe doświadczenie. Ciągle uczę się rozumieć przyczyny i skutki. Często bardzo czegoś pragniemy, a mimo usilnych starań nam się to nie udaje. Potem okazuje się, że nasza porażka czemuś służy. Albo okazuje się, że mamy w sobie bariery, które blokują osiągnięcie upragnionego celu. Pierwszy kurs był rewolucja w moim życiu, teraz moja wiedza stale się poszerzała, ale nie w tak dramatyczny sposób.

z Antonim rozmawiała Anna Łabieniec