strona główna

Co mi dał kurs?...      


Relacje absolwentów Duchowego Uzdrawiania:

Relacje absolwentów Kursu Jasnowidzenia:

Relacje po wczasach z uzdrawianiem:

Inne relacje:


Co mi dały Kursy Duchowego Uzdrawiania...


List od Kasi do osób zainteresowanych Kursami Duchowego  Uzdrawiania

Drogi Poszukujący,

Piszę ten list, aby opisać moje pierwsze kroki na ścieżce duchowego rozwoju, moje wątpliwości, przemyślenia, odczucia, Kursy Duchowego Uzdrawiania z mojego punktu widzenia i zmiany jakie wprowadziły one w moje życie.

Chciałam zacząć od Warsztatów Jasnowidzenia, ale przez przypadek albo i nie przez przypadek trafiłam na Duchowe Uzdrawianie, pomogło mi to na pewno szerzej poznać aspekt duchowości i otworzyło drzwi do Jasnowidzenia, ponieważ w obu kursach zagadnienie duchowości jest tematem nadrzędnym.

Od dawna interesowałam się duchowością i ezoteryką. Po przeczytaniu tomów książek postanowiłam znaleźć warsztaty, sprawdzić teorię w praktyce. Na początek trafiłam na Silvę, pewnie o tym słyszałeś, są to bardzo popularne warsztaty, byłam nawet zadowolona, tylko strasznie nie odpowiadał mi przerost techniki nad odczuwaniem, nad byciem, odliczanie od 1 do 3 i jesteś w stanie alfa, kolejne odliczanie i możesz zaprogramować się na bogactwo lub cokolwiek innego, technika trzech palców, technika szklanki wody, technika kontroli snów. Może sposób dobry dla tych, którzy wiedzą co chcą, kim są. Ja nie wiedziałam. Szukałam odpowiedzi na pytania o sens życia, powołanie. Wierzyłam, że każdy ma swoją misję życiową, że nie jest tu na Ziemi przez przypadek. Problem jest tylko w uświadomieniu sobie własnego powołania, dotarciu do Źródła tak, aby rzeczywistość kreowała się według moich marzeń i w harmonii z moja drogą wewnętrzną.

Mając tego typu problemy trafiłam na ogłoszenie Antoniego Przechrzty. Założenia i tematyka kursu odpowiadała mi jak najbardziej, dodatkowo miał być przekaz energii, której nigdy wcześniej nie czułam, kontakt z Przewodnikiem Duchowym i widzenie aury (również temat Warsztatów Jasnowidzenia), stwierdziłam, że warto przynajmniej sprawdzić.

Stawiłam się o 10 rano, razem z dość dużą grupą innych uczestników i z nastawieniem typowo sceptycznym jak przystało na logiczny, techniczny umysł. Zdziwiłam się przy pierwszym ćwiczeniu oddechowym, że jednak nie są to wyrzucone pieniądze i zmarnowany czas i czegoś mogę się nauczyć, Poczułam energię, co mnie niedowiarka wprawiło w kolejny stan euforii, zaraz sobie wytłumaczyłam że pewnie mi się wydaje, ale pod koniec dnia oglądaliśmy aurę i tu już nie mogło mi się wydawać bo autentycznie widziałam aurę, nawet w kolorach. Drugi dzień, rozpoczął się on od medytacji do Źródła. Była to pierwsza taka moja medytacja, z Aniołami, Przewodnikiem Duchowym, po medytacji wszyscy opowiadali kogo spotkali, kto jest ich Przewodnikiem Duchowym, jaką otrzymali informację, jaki prezent. Ja widziałam mnóstwo kolorów, szczególnie fiolet, swojego Przewodnika a raczej Przewodniczkę, też coś otrzymałam bardziej to czułam, potrafiłam to opisać, ale nie wiedziałam co to jest, jakie ma znaczenie, czułam obecność subtelnych, boskich energii wokół mnie i siebie w tych energiach. Opisy innych osób były naprawdę dużo bardziej imponujące, ze szczegółami, detalami kolorów, dźwięków, doznań więc stwierdziłam, że jestem osobą mocno stojącą na ziemi, że i tak nauczyłam się już bardzo dużo i wystarczy.

Kurs się skończył. Jego pierwszy skutek zrozumiałam już po 2 miesiącach kiedy przez przypadek byłam znowu na pierwszym stopniu. Gdyby nie powtórka tego samego tematu pewnie nie zdałabym sobie sprawy, że to co chciałam żeby się zrealizowało już było rzeczywistością. (w medytacji do Źródła m.in. prosimy o to co chcemy żeby się zrealizowało w naszym życiu-projekcja przyszłości). Zmieniłam pracę, życie prywatne, zmienił się krąg znajomych, inaczej patrzę na świat.

Drugi stopień uporządkował i uzdrowił moje relacje z rodzicami, trzeci i czwarty zmienił tor mojego myślenia, nauczył pokory a jednocześnie pokazał ogrom możliwości, czystość, piękno miłości bezwarunkowej i bezgranicznej, kocham cię takim jakim jesteś, tolerancji dla drugiego człowieka, odnajdywanie barier i blokad w sobie, wyciszenia, nie oceniania co jest bardzo ważne przy rozwoju zdolności paranormalnych. Czułam energię, która jest wokół, płynie, wypełnia całe ciało daje poczucie spokoju, harmonii, bezpieczeństwa, błogości i odwrotnie kiedy ja byłam kanałem, przekaźnikiem energii, mój pacjent nagle zaczyna płakać, nie wie nawet dlaczego płacze, subtelność energii jest tak silna, że pękają długoletnie blokady, napięcia, pyta mnie co robię. Nic, po prostu jestem. Podczas takiego aktu uzdrawiania często przychodzą przekazy, dla którejś z osób. Zastanawiałam się w jaki sposób z 30 obecnych na sali osób wybrałam ją, bądź ona wybrała mnie, żeby przekazać mi informację. Czasami bardzo prozaiczną dotyczącą mojej diety, następnym razem poważniejszą, będącą kluczem do rozwiązania konkretnego problemu danej chwili.

Szczególnie pięknych przeżyć doświadczyłam podczas jednej z medytacji z osobami, które odeszły. Tego rodzaju odczucie pojawiło się u mnie po raz pierwszy, czułam bardzo mocno obecność Babci, która zmarła miesiąc wcześniej, łzy płynęły same, też miała dla mnie informację dotycząca mojego życia.

Znalazłam odpowiedź dlaczego wybrałam właśnie taki zawód jaki wybrałam, dlaczego moje stosunki z niektórymi osobami są takie jakie są. Skąd? Z poprzednich wcieleń.

Stopniowo coraz więcej elementów zaczyna pasować do układanki i tworzyć sensowną całość. Moje życie zmieniło się dzięki informacjom, które sama otrzymałam, których doświadczyłam, dzięki ludziom których spotkałam (między innymi swoją kopię tylko w męskim wydaniu, odbicie lustrzane mojej osoby, nie wierzyłam, że ktoś taki może istnieć!), którzy niejednokrotnie ubrali trafnie w słowa coś o czym wiedziałam tylko ja a nie potrafiłam tego wyrazić. Oni wystawili to na światło dzienne. Wielu informacji nadal nie rozumiem i nie próbuję na siłę wyjaśnić…. dowiem się w odpowiednim czasie.

Zaczęłam opis od pierwszego stopnia i dziwnego przedmiotu bez przeznaczenia, który dostałam w medytacji. Pomyślisz pewnie bzdura, ja pomyślałam dokładnie tak samo. Zdziwiłam się jak go dostałam naprawdę po 4 miesiącach jako pierścionek zaręczynowy, bardzo oryginalny, czekał wiele lat. Ten sam kształt, ten sam kamień. Mój logiczny umysł nie znalazł odpowiedzi.

Miałam pisać o zmianach, to wszystko to zmiany. Są one widoczne nawet na zewnątrz, w zachowaniu, sposobie bycia, ubiorze. Najłatwiej dostrzegają to osoby trzecie, spotykam te same osoby na różnych stopniach, sama słyszę o sobie, że się zmieniłam. Niby nie zrozumiałe, ale wierzę bo obserwuję innych i czasami zmiany są tak szokujące, że zastanawiam się czy to na pewno ta sama osoba?

Wyostrzyła mi się również intuicja, częściej z niej korzystam, pomaga w podejmowaniu decyzji i nie myli się. Wiem że dokładnie to mam zrobić lub odwrotnie czegoś nie robić, jaką podjąć decyzję. W ostatnim czasie pojawiło się jeszcze coś nowego, specyficzne połączenie energetyczne z bliską mi osobą. Jest to o tyle dziwne, że odbieram emocje, myśli tej osoby mimo, że jest w zupełnie innym miejscu, wiem kiedy wziąć do ręki telefon i faktycznie za chwilę dzwoni, pojawia się myśl wykonania czegoś o czym w tym momencie myśli ta osoba, telepatia?

To tyle mojego opisu, wrażeń z kursu i po kursie. Każdy stopień jest wydarzeniem, wnosi coś nowego a jego skutki trwają i trwają i trwają.... jest miejscem spotkania wspaniałych ludzi, wspaniałych energii, które otwierają te osoby, łączą, wzruszają, uczą, odkrywają na nowo. Ja nie zajmuję się profesjonalnie tym tematem, dlatego nic spektakularnego napisać nie mogę, więcej uzyskasz od Antoniego i innych osób.

Pozdrawiam, Kasia

Relacje Aptekarki

Nasze medytacje w Szczyrku, na pełnym luzie były niepowtarzalne. Gdybym miała zdolności artystyczne malowałabym obrazy, żeby utrwalić wizje. Na jednej z nich uwolniłam się prawdopodobnie z zahamowań, lęków seksualnych z bardzo wczesnego dzieciństwa ściśle związanych z II-wojna światową. Przeżycia są głęboko ukryte i kiedy próbowałam je odtworzyć usłyszałam nad głową głos: ,,ty i wielu innych ,,Odpowiedziałam: ,,więc lepiej dla mnie, żebym ich nie poznała?", W tym momencie obraz przesunął się do dnia narodzin. Zobaczyłam w oddali dom cały spowity w kwiaty we wszystkich odcieniach różu i fioletu a przede mną 2 małe sarkofagi. W jednym wiedziałam, że to ja jestem, ale w drugim nie mogłam dojrzeć i zapytałam, czy to brat, ale nie otrzymałam odpowiedzi. Podobny obraz miałam, kiedy cofaliśmy się do inkarnacji na zajęciach z Tobą. Też dom w takich kwiatach ale bliżej i biała łódź stojąca dziobem do góry, a Ty wówczas powiedziałeś, że niektórzy mogą mieć inkarnację z innej planety. Temat reinkarnacji nigdy mnie nie pociągał. Może jednak w tym temacie coś jest. Z przymrużeniem oka wejdę w niego.Rysowała mi portret - aurę znana osobowość widząca doskonale aurę, powiedziała mi że mam oczy ludzi z Plejad..  Majowie prawdopodobnie przybyli z Plejad......... Na jasnowidzeniu skierowanym do mnie w Szczyrku użyłeś hasła "chłop". Mam takie korzenie. Rożnów n/Dunajcem - moje miejsce urodzenia leży blisko Czchowa, gdzie jak głosi legenda zostały złożone skarby Inków. Księżniczka Inków z Polakiem miała przyjechać do Czorsztyna a następnie do Czchowa. Może jestem z Majów? Może dlatego ciągnęło mnie na urlop do Maroka i jakieś dziwne uczucia wywoływał widok ceglastych gór Atlasu na pograniczu z Saharą, gdzie do dzisiaj żyją Beduini - potomkowie esseńczyków a to już ma związek z Chrystusem. I mamy wojnę w Iraku, i giną już młodzi ludzie. W medytacjach Ziemię od pewnego czasu widzę jako białą kulę. Jestem w trakcie czytania ,,Ja jestem innym Ty, w którym .autor podaje, że już Majowie uznawali najwyższy Byt. Rozróżniali smugę światła i smugę cienia, dwa przeciwstawne bieguny, które bez siebie nie mogą istnieć, ale smuga cienia może sięgać tylko do poziomu VII. Ludzie coraz więcej otwierają się na Światło, czyżby, dlatego równolegle wzrastała agresja, nienawiść? Nie jestem wolna od problemów ze sobą. Znajduję się sama jakby w smudze cienia, zdominowana przez osobowość, która uzdrawia siłami I i II czakry i mówi do mnie, że duch się nie liczy. Ważny jest nasz kręgosłup i ziemia, po której chodzimy a liczy się tylko seks. Na każdym seansie leczniczym mówi o seksie. Trwa to już 2-gi rok i widzę, że mój uzdrowiciel traci cierpliwość do mnie. Byłoby najlepiej przerwać uzdrawianie i znaleźć innego zgodnie z zasadami BHP. Tylko, dlaczego nie mam siły tego zrobić? Wyprowadził mnie z osteoporozy stosując tylko zabiegi na kręgosłupie i wyprostował moja skrzywioną od urodzenia miednicę, która była przyczyną dolegliwości. Myślę, że nikt w kraju tego by nie dokonał, ale jestem pewna, że jest to osoba działającą siłami właśnie do poziomu VII i powinnam się od niej oderwać. Każe mi pić alkohol przed zabiegiem-piję. Każe mi iść do klubu ,,samotnych serc''- idę na wieczorki. Ale z tego wszystkiego nic nie wynika. Pozostaję jakby ta sama. Czuję się nie w porządku wobec tematu, którym się oddaję. Mogę zostać ukarana i utracić to, co dzięki pracy osiągnęłam. I znów powrócę do wczasów w Szczyrku. Pomogły mi w medytacji uwolnić się z tego zagrożenia. Wchodziłam na górę ubrana w szarą suknię-tunikę. Na szczycie otworzyłam oczy i zobaczyłam cudowne światło, poczułam niezwykłą lekkość i łzy spływające z oczu a tunika zaczęła mi się zsuwać z ramion. Był to początek uwalniania się. Obecnie nie ma śladu po uzależnieniu. Jestem wolna i szczęśliwa. W książce Sugiera ,,Miłość i wolność poza ciałem;; autor opisuje swoje stany wyjścia poza ciało i stwierdza, że seks jest niczym w porównaniu do miłości, którą otrzymuje się po spotkaniu ze Światłem. To jego zdanie jest dla mnie bardzo ważne, bo jest to młody człowiek, który właśnie tu na ziemi kocha seks ponad wszystko. Podejmuję próby leczenia. P. Stanisławę, o której ostatnio pisałam, uważam za wyleczoną z depresji po stracie męża. Na 4-tym spotkaniu 12.02.03r. zgłaszała: Ogólne uczucie lekkości, szczególnie w nogach. Gniecenie, zasupłanie w okolicy serca -rozsuwa się. Schodzi ciężar życia-ulatnia się. Pacjentka uniknęła całkowicie brania leków psychotropowych. Ile razy mnie spotka mówi: uratowała mi pani życie. Nie podzieliłam się jeszcze wizją dnia swojej śmierci na IV stopniu. Byłam na placu przed kościołem. Wszystko było w kolorze białym, zarówno sam kościół jak trawnik i droga do niego. Szła niej dziewczynka jakby od 1-szej Komunii w białej sukience i z wianuszkiem na głowie. Ja czułam się tą dziewczynką, ale mój duch był poza nią -czułam, że jestem w całej przestrzeni obrazu i było to niezwykłe uczucie, stan ogromnej szczęśliwości i było to na pewno tchnienie Ducha. Chciałam w tym stanie długo trwać, ale obraz zaczął się oddalać i z wielkim smutkiem zauważyłam, że to jednak nie rzeczywistość. Czas wizji dobiegał  końca Było to dla mnie najsilniejsze przeżycie z kursu i pozostanie na zawsze w pamięci. Po ten stan ducha sięgam, kiedy chcę komuś szczególnie pomóc, ale udaje mi się tylko cząstkowo uchwycić tamtą chwilę. Ostatnia moja pomoc: Znajoma mówi, że nie ma dla niej wyjścia. Leczy się bez efektów. Lekarze zapisują jej najdroższe leki a poprawy żadnej. Ma wysokie ciśnienie 220/120.Wyszła ze szpitala, ale po kilku dniach znów to samo i znów grozi jej szpital. Poprosiłam ją na moje zaplecze i zrobiłam seans. Kobieta powiedziała, że nie wierzyła nigdy w takie leczenie, ale czuje, że jest jej już lepiej Poczuła bardzo silny strumień ciepła biegnący wzdłuż kręgosłupa i jakieś zawirowanie, szum w głowie. Zadzwoniła do mnie za 2 tygodnie i powiedziała, że od tamtego dnia ma niezmienne ciśnienie w normie 120/80. Byłam na nocnym czuwaniu w tym moim kościółku. Nabożeństwo było piękne. Wspaniale można się dostrajać, ale ja mimo wszystko nie czuję się zgrana. Nie mówię w obcych językach, nie mdleję. Kiedy do każdego z obecnych podchodził prowadzący z monstrancja i kładł rękę na głowie błogosławiąc, ludzie /niektórzy/ mdleli a ja odczułam ogromny ciężar i ból głowy. Zakonnik powiedział, że kościół będzie się odradzał w kierunku uzdrawiania ale zaczyna się to już od pozyskania daru języków- przez księży. Już było takie spotkanie w Rzymie 6000 tysięcy księży. U ,,mojego,, zakonnika widzę coraz większe ukierunkowanie się na egzorcyzmy. Chorobę wypędza się jako dzieło szatana. Po co tyle skupiać się na szatanie! Jest on przecież zbuntowanym aniołem a więc dziełem Boga. Jestem zmęczona tym tokiem rozumowania - tj. uzdrawiania na drodze wypędzania złego ducha, ale widocznie można i tak. Są uzdrowienia. Nigdy nie wiadomo, kiedy i jak zadziała Energia, a jeśli tak to podwyższa komfort życia pacjentów nieuleczalnie chorych. Często zostają zmniejszone dawki leków, a tym samym obniża się koszt leczenia. Zdrowieje też, dlatego, że zmniejsza się ujemne działanie leków na wątrobę, nerki, czy żołądek. Przykład: Realizuje u mnie leki pacjent bardzo chory. Jest po 2 zawałach, wyłączona z pracy prawa komora serca. Z trudem pokonuje odległość z sąsiedniego bloku. Oddech ma bardzo utrudniony. Zaawansowana cukrzyca. Brakuje mu pieniędzy na leki. Zadłuża się u mnie od renty do renty. Po stosowaniu silnych leków nasercowych, krążeniowych, cukrzycowych, astmatycznych-nie widać poprawy. Jest wegetacja. Przy realizacji recept zaproponowałam mu jako znajomemu bioterapię/na początek tak to nazywam/. Jest to zrównoważony człowiek, pozytywny w odbiorze, lat.ok.60. Wierzący w istotę wyższą, ale nie praktykujący ze względu na chorobę. Po seansie nie odczuwał nic szczególnego. Jakieś mrowienie w ręce, ale odebrał od razu poprawę oddechu-tak mi się wydaje - powiedział. Wczoraj spotkałam go na ulicy idącego raźnie, szybciej ode mnie. Mówi do mnie: "Nie wiem, co się stało, ale od ostatniej wizyty u pani w aptece czuje się bardzo dobrze. Mam łatwość oddychania. Pojechałem sam do innego miasta autobusem bez wysiłku. Schodzę do piwnicy po drzewo i nie męczę się. Chodzenie nie sprawia mi trudności i oddychanie też. To musi być pani działanie, bo innej przyczyny nie widzę. Na razie nikomu o tym nie mówiłem". Przerwa miedzy zabiegami wynosiła 10 dni. Wczoraj zrobiłam mu drugi zabieg, ponieważ jakby się nieco gorzej poczuł. Nadal uzdrawiam, często na odległość. Z uzdrawiania na odległość: Znajoma- gwałtowne objawy przeziębienia z lejącym katarem, bólem gardła itd. Po zadziałaniu katar natychmiast ustaje ból gardła zmniejsza się, nie wystąpiła temperatura. Zdolna do pracy. Uzdrawiałam kobietę z guzem na piersi, ale musiałam przerwać, ponieważ w jej obecności podwyższało mi się ciśnienie. Zawsze mam w normie 130/80 a po zabiegu u niej 155 i utrzymywało się. Sprawdziłam wahadłem, że ma bardzo dużą aurę i ja w niej pracowałam. Teraz działam na nią na odległość.

Bogusia

Do kolejnego spotkania...

Witaj Antoni!

Moje wielkie dzięki. Uzdrowienie poszczególnych dziedzin życia na kursach znalazło pozytywne odbicie w całym moim życiu, we wszystkim co robię. Informacje, obrazy i przeżycia z medytacji prowadzonych przez Ciebie znacznie się pogłębiły od sierpnia. Dostaję sygnały w głębokich medytacjach skąd przychodzę, kim jestem i co mam robić. Wszystko bardzo wysubtelniało i wyciszyło się. To co nastąpiło to rewolucja – odrzucenie wielu postaw i póz, myślenie i chęci nadawania błędnych znaczeń.

Jest prawda.

Osoba, która jest moją prawdą, drogą i życiem to Chrystus. To jego słowa. Teraz wiem, że to jest mój klucz. Utworzyła się głęboka wieź i dostaję instrukcje co mam do zrobienia ze sobą.

Teraz pracuję nad oczyszczaniem serca z negatywnych uczuć i emocji. Czyste serce pozwala mi przebywać w świetle i odczuwać obecność Boga we mnie. To wszystko poprzedzone było buntem i odrzuceniem oraz zanegowaniem wszystkiego (początek listopada). Zupełnie jakbym wyszła z siebie i pokazano mi na ekranie film pod tytułem „życie”. Dopiero w tej pustce zagościł w pełni Bóg, światło bezkresne, miłość w sercu i wielkie poddanie się Ojcu oraz ofiarowanie swego życia służbie źródłu, którą niedługo będę pełnić. Służba już się rozpoczęła. Mam nowy sens życia. Odczułam postać Jezusa Chrystusa jako światło i jako człowieka. Nie zapomnę nigdy. W jego oczach jest bezmiar miłości dla Ojca i każdego tu na ziemi. Jako człowiek prosty i pełen pokory. Boskie światło, jakby miał cały wszechświat w sobie. Moje największe pragnienie płynące z serca to leczyć jak Chrystus.

Antoni, dzięki za uzdrowienie mojego życia i pokazanie mi mojej ścieżki, za subtelność, światło i miłość, za głębokie zrozumienie i pokierowanie, za wielką pomoc, za podejście najlepsze z możliwych, które uruchomiło we mnie miłość, światło i ogromne oczyszczenie. Wielkie uściski.

Kasia

Co dał mi kurs Duchowego Uzdrawiania I stopnia

Emilia:

"Ujrzenie w sobie istoty boskiej, podróż w celu poznania swojego duchowego przewodnika i przede wszystkim rozmowa z samym sobą to tylko niektóre zagadnienia poruszane na kursie duchowego uzdrawiania prowadzonym przez Antoniego Przechrztę.

 

Po porannych ćwiczeniach odczuwania świadomości w swoim ciele zaczęliśmy porządkowanie i przelewanie na papier tego, co myślimy i odczuwamy.

Ćwiczenie to "zmuszało" do wsłuchania się w głos naszej duszy, który tak trudno usłyszeć w dzisiejszym hałasie i zgiełku medialnej walki.

 

Następnym punktem zajęć była medytacja. Podczas niej właśnie mieliśmy okazję przenieść się w niezwykły, pełen ciepła i bezkresnej miłości świat.

Następnym punktem zajęć były ćwiczenia duchowego uzdrawiania. Każdy z uczestników mógł poczuć przepływ energii otrzymywanej z góry jak i wystąpić w roli pacjenta.

 

 

Spędziłam na kursie 1 dzień i dzięki temu mogłam na chwilę zwolnić i porozmawiać ze swoim wewnętrznym ja, za co jestem wdzięczna.

 

Emilia

Piotr z Opola:

Profesjonalnie zajmuję się uzdrawianiem, w pracy bardzo pomogło mi poznanie BHP uzdrawiania. Teraz nigdy nie siadam na wprost pacjenta, unikam położenia frontalnego, znikły zawirowania energetyczne, które we wcześniejszej praktyce zawsze się pojawiały.

Intensywnie odczuwam jedność z ludźmi, z całym wszechświatem. Znikły napięcia międzyludzkie, osoby których obecność mnie denerwowała stały się neutralne, obojętne. Cała ta wielka zmiana nastąpiła po kursie I stopnia Duchowego Uzdrawiania. Jednym z moich pragnień było zobaczenie i umiejętność odczytywania aury. Pragnienie się spełniło ale przestało to już być dla mnie tak ważne.

Generalnie, stałem się spokojniejszym człowiekiem, doświadczyłem dużo dziwnych ale pozytywnych zbiegów okoliczności.

Zauważyłem też, że podczas mojej praktyki ręce same kierują się w odpowiednie miejsca i w odpowiedni sposób, niejednokrotnie inny niż ćwiczony na kursie, ale na pewno z większym pożytkiem dla pacjenta. Zacząłem również odbierać od pacjentów informacje o miejscach w których czują ból.

Edyta z Katowic:

Większa intuicja, natychmiastowe połączenie z pomocnikami, większe efekty uzdrawiania na odległość, kontakt w czasie snu: otrzymuję konkretny przekaz, szczególnie uaktywnia się to w sytuacjach trudnych czy konfliktowych.

Jola z Bydgoszczy:

Więcej pewności w kontakcie z klientem, kurs ugruntował całą moją dotychczasową wiedzę.

Danuta z Opola:

O skuteczności uzdrawiania mogłam się przekonać, praktykując na swojej rodzinie i uzyskując bardzo dobre efekty.

Barbara z Warszawy:

Stałam się łagodniejsza dla otoczenia, przed kursem pod byle pretekstem „gotowa byłam zabić”, a teraz sama się z tego śmieję.

Małgorzata z Warszawy:

Zajmuję się uzdrawianiem profesjonalnie i sukcesy po kursie są przeogromne. Przede wszystkim skrócił się czas pracy przy uzdrawianiu. Praktykuję głównie uzdrawianie na odległość, pacjenci co do minuty opowiadają kiedy czuli przekaz energii. W ciągu 4 dni udało mi się zlikwidować guz na nerce. Bardzo pozytywnym w uzdrawianiu jest stosowanie odpromienników „oczyszczającego pola energii”, które przyspieszają proces uzdrawiania. Kurs wpłynął na efektywność, jakość i skrócenie czasu zabiegu. Teraz jestem w stanie wykonać 10 zabiegów na odległość dziennie. Zmiana nastąpiła również w pracy z pacjentami w moim gabinecie. Ludzie się otworzyli, godzinami potrafią opowiadać o swoich problemach emocjonalnych a nawet sprawach intymnych. Ja także odnotowałam ogromne zmiany w życiu osobistym, wszystko mi się udaje. Cały czas czuję obecność moich przewodników duchowych.
Na pewno bardzo pomocne w mojej praktyce było BHP.

Jacek z Poznania:

Pacjenci nie są tak zdenerwowani, przepraszają, są uśmiechnięci.

Ewa z Warszawy:

Lepiej dostrajam się do pacjenta, mam dużo lepsze efekty szczególnie w ciężkich przypadkach.

Bogdan z Ciechocinka:

Odnalazłem swoją drogę, dużo medytuję, diagnozuję, czuję jak powinienem to robić.

Wiktor z Opola:

Przestałem być bezwładny, zlokalizowałem blokady w sobie.

Marzena z Gorzowa Wlk.:

Zmienił się mój stosunek do dzieci, wcześniej zawsze nad nimi płakałam, po kursie uwolniłam swoje dzieci. Zmienił się również mój stosunek do ludzi, zaczęłam ich lepiej rozumieć. A z materialnych rzeczy... zmieniłam mieszkanie na większe!

Marta z Gorzowa Wlkp.:

Pomogłam szczególnie sobie, zostawiłam za sobą przeszłość.

Ewa ze Szczecina:

Pracuję z dziećmi, po kursie łatwiej mi je akceptować.

Kasia z Opola:

Lepiej się dostrajam, uporałam się z własnymi problemami.

Joanna z Opola:

Poznałam siebie, odkryłam własną misję.

Magda z Poznania:

Przede wszystkim wyklarowały się sztuczne związki, teraz już wiem „komu jest ze mną po drodze”. Poznałam dużo ciekawych ludzi, doświadczyłam tzw. zbiegów okoliczności, nabrałam pewności siebie.

Jacek z Ciechocinka:

Stałem się innym człowiekiem, szczególnie duża zmiana nastąpiła w życiu osobistym. Pracuję zarówno ze sobą jak i z innymi ludźmi. Uzdrawianie na pewno „odczuła moja skręcona noga i jelito grube żony”.

Irena z Warszawy:

Dzień bez uzdrawiania jest straconym dniem. Mam poczucie wypełnienia energią, mocą, czuję dystans do otaczającej rzeczywistości ale nie obojętność. To co odczuwam wewnątrz mogę śmiało nazwać totalnym szczęściem! Uzdrowiłam całą rodzinę: męża, dzieci. Mąż zmienił się do tego stopnia, że wspiera mnie w mojej pracy i sam się zaczął rozwijać. Pracuję z osobami częściowo sparaliżowanymi, paru pacjentów mam pod stałą opieką, każdego dnia widzę pozytywne rezultaty Duchowego Uzdrawiania. Zaczęłam również praktykować uzdrawianie na odległość, bardzo mocno odczuwam płynącą energię, jej gęstość, jakby „ciężkie frędzle wisiały mi u rąk” Jestem za pan brat z duchami: Filip i Michał stale mi pomagają. Widzę mnóstwo kolorów, energię uzdrawiająca jako białe, srebrzyste nitki. Samego aktu uzdrawiania nie jestem w stanie opisać, ciało zapada jakby w drzemkę, część mnie przenosi się w pobliże osoby uzdrawianej, w miejscach deficytowych czuję jakby energia płynęła bez końca. Nie jestem nawet w stanie ująć tego w słowa.

Bogusia z Olsztyna:

Mam pozytywne rezultaty w zakrzepicy, zarówno pierwsze jak i powtórne badania są korzystne. Odczucia moich pacjentów są bardzo różne, odczuwają światło, ciepło, gorąco, kłucie w sercu. Poza tym kurs zmienił również moje życie, wcześniej byłam zagubiona, ospała, teraz odczuwam spokój i harmonię, wstąpiło we mnie inne życie.

Ela z Warszawy:

Od dawna moim drugim zawodem jest astrologia. Kurs Duchowego Uzdrawiania zmienił mój sposób pracy tzn. przy sporządzaniu indywidualnego horoskopu dla klienta, pracuję z nim tak jak przy rozmowie wstępnej z pacjentem. Jest to na pewno z korzyścią dla mojego klienta. Jednak najbardziej kurs Duchowego Uzdrawiania pomógł mi w mojej pracy zawodowej. Panuje w niej atmosfera lęku, stresu i strachu, który narasta i stopniowo udziela się każdej osobie. Swoim spokojem, równowagą i harmonią wspieram współpracowników w tej trudnej sytuacji. Na pewno uzyskałam mocniejsze połączenie ze światem ducha, szczególnie z ludźmi, którzy po śmierci nie potrafią odejść.

Jerzy z Warszawy:

Pomogłem sam sobie. Przed I stopniem Kursu Duchowego Uzdrawiania tomografia komputerowa wykazała w moim mózgu 8cm guz. Guz zmniejszył się do wielkości kasztana. Poprawiła się łączność ze światem ducha. Rok temu tragicznie zginął mój 17 –letni syn, długo nie mogłem pogodzić się z jego śmiercią, teraz mam z nim stały kontakt, jest moim duchowym przewodnikiem.

Ania z Poznania:

Chciałabym bardzo podziękować Antoniemu za kurs, za możliwość poznania Jego i całej grupy wspaniałych ludzi. Bardzo się cieszę, że wzięłam udział w tym kursie.

Dziś, jeden dzień po, odczuwam ogromną energetyczną tęsknotę za wspaniałą atmosferą jaką tworzyliśmy przez dwa dni. Czuję, że jestem już kimś innym. Zaczęłam inaczej patrzeć na świat i ludzi. A moje serce ogarnia niesamowity spokój. Gdzie podziały się moje lęki? Mam nadzieję, że tak mi już zostanie!

Wiktor z Wrocławia:

Zacząłem intensywnie odczuwać energię, jakby nieustanny wiatr płynący z góry.

Irena z Krakowa:

Jestem radośniejsza, spokojniejsza, po prostu uzdrowiona! Sama potrafię uzdrowić konfliktową sytuację, świetnie radzę sobie zarówno w sprawach rodzinnych, prywatnych jak i zawodowych.

Beata z Kielc:

Zmiany zauważyłam w mojej rodzinie, znacznie poprawiły się stosunki z moim mężem. Ja też się zmieniłam, po długiej nieobecności z potrzeby ducha poszłam pomodlić się do Kościoła.

Zosia z Wrocławia:

Bardzo długo poszukiwałam własnej drogi, uczestniczyłam w przeróżnych kursach i warsztatach, marzyłam o znalezieniu „czegoś specjalnego”, „czegoś idealnego dla mnie”. Znalazłam! Kurs Duchowego Uzdrawiania to jest właśnie to! Jestem zdumiona i zachwycona efektami jakie uzyskałam zarówno w pracy z pacjentami jak również na własnej ścieżce rozwoju duchowego. Chciałabym bardzo podziękować Antoniemu za wspaniałą duchową atmosferę jaką tworzy na zajęciach, za przeżycia duchowe jakich z jego pomocą wspólnie doświadczamy, za możliwość poznania wspaniałych osób, za to, że jest dla nas i prowadzi Kursy Duchowego Uzdrawiania.

Tadeusz z Gliwic:

Poczułem się pewniejszy. Utwierdziłem się w przekonaniu, że podążam właściwą drogą, aczkolwiek ciągle jestem w podróży. Dziś jestem na II stopniu i z niecierpliwością czekam na ustalenie daty stopnia III.

Marek z Wrocławia:

Na pewno przybyło mi mocy. Osoby postronne stwierdziły różnicę jeśli chodzi o siłę oddziaływania, nastąpił tu nieprawdopodobny skok skuteczności, natężenia jakby „wyrosły mi skrzydła”. Niejednokrotnie spotkałem się z pytaniem „na jakim byłem kursie?” Z prośbą o wykonanie zabiegu zgłosiły się do mnie autorytety w tej dziedzinie, odebrałem to jako całkowite zaufanie i oddanie. Przybyło mi pacjentów a tym samym niewymiernej, niemierzalnej wdzięczności osób wracających do zdrowia. Skonkretyzowałem temat pracy dyplomowej. Wiem na pewno, że jestem na dobrej drodze!

Jacek z Marek:

Nastąpiła u mnie potężna zmiana energii, jestem w trakcie jej przyswajania.

Teresa z Poznania:

Mam stały kontakt z moim Aniołem Stróżem i przewodnikami duchowymi. Uaktywniło się jasnowidzenie i jasno-słyszenie. Czuję się bardzo mocna psychicznie i przyciągam trudne sytuacje. Przepływa przeze mnie energia, która pomaga je rozwiązać. Przychodzą do mnie osoby, które chcą coś zrobić ze swoim życiem a ja próbuję im w tym pomóc.

Ela z Wrocławia:

Działam w wolontariacie, uwierzyłam w siebie, znikły wahania, rozterki, huśtawki nastrojów, bardzo pogłębiła się wiara w Boga.

Kasia z Gdańska:

Od 2 lat przekazuję energię, głównie pracuję na odległość. Ostatnio przez tydzień przekazywałam pacjentce energię, guz macicy zmniejszył się o połowę.

Luiza z Kraśnika:

Po I stopniu moje życie zmieniło się o 360 stopni. Miałam chorego syna i łysego kota. Zaczęłam od kota, może to śmieszne ale to właśnie jego historia pokazała mi pierwsze rezultaty. Kot leczony był półtora roku, jednak leczenie farmakologiczne, nie przynosiło żadnych rezultatów, postanowiłam, że jeśli po moich zabiegach kotu odrosną włosy to następny będzie syn. Wyobraźcie sobie po dwóch tygodniach kotu zaczęły odrastać włosy! Był to dla mnie znak, od tego momentu zaczęłam regularne 2-3 razy w tygodniu zabiegi z moim synem, byliśmy na USG, guz się zmniejszył. Zmiany dosięgły również męża, miał jaskrę, mówię że miał bo lekarz po ostatniej wizycie już jej nie stwierdził. Ja też się zmieniłam, jestem spokojna, bez smutku.
Tę ostatnią zmianę zauważyliśmy wszyscy, radosna, uśmiechnięta kobieta!

Jarek z Katowic:

Na początek mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwym człowiekiem. Od mojego pierwszego spotkania z Antonim minęło 6 miesięcy, jest aż nieprawdopodobne ile przez ten czas zmieniło się w moim życiu, bardzo wiele zawdzięczam Antoniemu. Skok w rozwoju duchowym jest ogromny, to tak jakby ktoś założył mi na nogi siedmio milowe buty, dostaję mnóstwo wiedzy nie wiadomo skąd, są nocne przekazy, następnego dnia wpada mi w ręce książka w której czytam dokładnie to co otrzymałem nocą. Mam cudowne uzdrowienia moich pacjentów, czasem wręcz natychmiastowe, np. z jaskry czy nowotworu żołądka. Przed każdym zabiegiem rozmawiam z pacjentem, dokładnie nie wiem co mówię, zawsze Ktoś mnie prowadzi. Mam również sukcesy ze sobą. Poprawił mi się wzrok, (3,5 dioptrii), moje oczy są młodsze o 5 lat, moje fizyczne ciało co najmniej o 20, rozpiera mnie energia, chęć do życia.
Dziękuję Ci Antoni.

Gosia z Warszawy:

Wydaje mi się, że chodzę dwa metry nad ziemią albo fruwam, wiem że stawiam bardzo duże kroki w mojej podróży do duchowości. Chciałam bardzo podziękować za kropelki, nadały one właściwe znaczenie wielu sytuacjom, osobom, szczególnie w pracy, po założeniu odpromienników zaczęłam normalnie spać.

Bogusław i Janina z Łodzi:

Po pierwszym stopniu mieliśmy bardzo dużo uzdrowień. Wtedy mieliśmy inne zdanie niż Ty jeśli chodzi o uzdrawianie, teraz mamy Twoje zdanie. Poszliśmy tą drogą, chociaż pewnie jak wszyscy mieliśmy wątpliwości. Dziś mamy całą księgę przypadków uzdrowień, różnych przypadków w tym także tych uznanych przez lekarzy za beznadziejne. Moc zabiegów jest ogromna, bardzo szybko zrastają się połamane kości, goją rany. Niesamowite jest również to, że ludzie przynoszą nam dzieci, członka rodziny, uzdrawia się nie tylko ta osoba ale cała rodzina!

Diana:

Pozdrawiam wszystkich uczestników kursu słowami podziękowania dla Antoniego. Dzięki jego wiedzy jestem w stanie poradzić sobie z chorą matką i siebie ochronić.

Witaj Wspaniały Przyjacielu Antoni!!!

Nikt w tak krótkim czasie nie zrobił dla mnie tak wiele.

Kiedy wróciłem po I stopniu Uzdrawiania do domu byłem zadowolony z tego co się nauczyłem, czego doświadczyłem i dowiedziałem. Ale ta największa radość miała dopiero nadejść. Wypróbowałem na sobie czego mnie nauczyłeś i w efekcie wyzwoliłem się od palenia papierosów i picia alkoholu. Tak wyzwoliłem się - ja niczego nie rzucałem! W czasie seansu uzdrawiania, który sobie zrobiłem przyszła do mnie myśl "całkowite uwolnienie od palenia i picia". W jednej chwili zdałem sobie sprawę, że do końca życia nie będę palił ani spożywał alkoholu i poczułem wielką ulgę i radość. Nie byłoby to możliwe bez wspaniałej energii i mocy, którą otrzymałem podczas kursu. Moje wcześniejsze zainteresowania i rozwój wewnętrzny, przy tym wszystkim co się stało na kursie i po nim, były jak kokon gąsienicy, z którego miał się narodzić motyl. Tyle że bez wyjazdu do Warszawy na I stopień i bez Ciebie mój Przyjacielu byłbym do końca życia wyschniętym kokonem. Palenie było dla mnie problemem, nie mogłem sobie poradzić, a tutaj nagle problem przestał istnieć i to z taką siłą, że od razu wiem, że na dobre. Nie myślę w ogóle o papierosach i nie sprawdzam czasu jak długo już nie palę. Ale ciekawskim powiem - w styczniu minął rok. Chociaż wydawało mi się, że alkohol nie jest u mnie problemem, to teraz widzę ogromne zalety nie spożywania alkoholu, zwłaszcza z uwagi na przypływ energii psychicznej - jakiejś radości, pozytywnego nastawienia. Myślę, że alkohol odbierał mi wiele radości. Nigdy nie tolerowałem pijaństwa i czułem pogardę dla alkoholików a zdarzało mi się wypić. Miałem często sporo do zrobienia a pozwalałem sobie na relaks przy piwie czy nawet wódeczce. Miałem więc pogardę do siebie z powodu "nie sportowego trybu życia" i tracenia cennych godzin. Jeżeli takie "wyskoki" zdarzały się 4 czy 6 razy w miesiącu to jak bardzo musiałem siebie nienawidzić. I często katowałem się wyrzutami. Kiedy przyszło całkowite uwolnienie, przyszła wraz z nim niewypowiedziana radość. Ale to nie taka radość świadoma - z czegoś, tylko taka radość, która pojawia się sama po przebudzeniu tak, że od rana masz chęć żartować. Wcześniej chyba w młodości tak się czułem. Ale nie były to jedyne uwolnienia. One się zaczęły sypać jak z rogu obfitości. Wspomnę tylko bardzo oczywisty fakt - przez lata marzyłem aby móc wykorzystywać swoje możliwości uzdrawiania ale nie umiałem. Kiedy na kursie mogliśmy wypróbowywać to czego nas uczono - dopiero wtedy głębiej odczułem jak to działa, a to co wcześniej doświadczyłem było przebłyskiem intuicji, którego nie mogłem zweryfikować. Ponieważ uświadomiłem sobie jak to działa i mogłem doświadczyć na sobie - przeżyłem kolejne uwolnienie - opuściły mnie wyrzuty sumienia, że nie wykorzystuję swojego daru, o którym mi mówiono - bo powziąłem przekonanie, że można się techniki nauczyć. Owszem, można powiedzieć, że wskutek jakiejś sugestii uwolniłem korzystne pokłady psychiczne, które pozytywnie wpłynęły na jakość mojego życia, samopoczucie i zdrowie. Zmieniła się samoocena - akceptacja siebie. Być może tak wytłumaczy to jakiś psycholog, być może takich usprawiedliwień będzie szukał tutaj sceptyk. Tylko, że ja sobie niczego nie sugerowałem a sam jestem sceptykiem. I nie wiem jak to działa - ale działa. Miewałem w przeszłości samoistne jasnowidzenia, które wybijali mi z głowy znajomi. Przestawałem o tym myśleć i to była najgorsza krzywda jaką mogli mi wyrządzić ludzie. Przestawałem myśleć o świecie ducha dla podporządkowywania się światu zewnętrznemu. A przecież wystarczy spojrzeć na mózg człowieka aby się przekonać że są dwie strony tej samej rzeczy - abstrakcyjna i logiczna, duchowa i materialna. Skoro nawet mózg jest dwoisty i jest to oczywiste, to jakim nieukiem i dyletantem musi być człowiek, który wierzy że tylko jedna logiczna strona życia istnieje a ducha nie ma. Mam często ochotę wszelkim racjonalistom powiedzieć - tak to prawda - ty masz tylko jedną półkulę, bo nie umiesz z drugiej korzystać. Niestety podobnie działa to w drugą stronę - jeśli mam użyć tej logicznej półkuli - nie ma tylko i wyłącznie świata duchowego a więc jedynej racji ludzi uduchowionych a tym bardziej nawiedzonych. I dopiero odkrycie przez człowieka tej prawidłowości w dwoistości da mu szczęście. Tzn. - życie doczesne ale przesiąknięte duchem. I wiesz o tym także Ty Antoni mówiąc w całej swojej skromności - jeszcze nie wszystko wiem. Ty tak pięknie umiesz łączyć podejście dla tych, którzy wierzą z tolerancją. Ja nie potrafię więc skorzystam z porad dla uzdrowicieli i nie będę prowadził dysputy o religii. Po prostu opowiem co zdarzyło mi się po drugim stopniu uzdrawiania. Drugi stopień kursu był dla mnie nieco inny niż pierwszy. Podczas gdy pierwszy był głęboki i poważny, drugi stał się lżejszy - energia u mnie była bardziej rozbrykana. Umówiłem się z kilkoma kursantami, że będziemy Cię wspierali, aby powiódł się Twój wyjazd do USA. Zacząłem zgodnie z obietnicą robić seanse przez 7 kolejnych dni. Potem tych 7 dni zamieniło się w miesiące. Codziennie o godz. 22 zamykałem się w pokoiku na seans łącząc się z potrzebującymi, prosząc o łaskę dla nich. Zacząłem robić też seanse uzdrawiania na odległość dla teścia, który w stanie ciężkiego zatrucia trafił do szpitala. Jak zapewne się domyślasz wyszedł z tego obronną ręką opatrzności, lub może dzięki moim seansom :-) Wielka jest moc energii. A jednak nie było tak prosto. To był dopiero początek. Zobaczyłem jego ducha siedzącego na krześle w korytarzyku przy salce reanimacji. Nie chciałem żeby umierał. Nie byliśmy z żoną na to gotowi. Udało się go wyciągnąć ze światła a tam dokąd zmierzał niekoniecznie był raj. W jego ciele trwała nadal walka. Zaczęto wykrywać różne choroby. A to się okazało, że nie ma płuc (odrosły, odrosły), to znowu że jakaś wewnętrzna infekcja, to znowu konieczna była operacja. To była ciągła pogoń za życiem. Zaprzyjaźniłem się z lekarzem prowadzącym teścia i razem pracowaliśmy nad pacjentem. On dzwonił do nas informując o stanie zdrowia, my do niego i tak przez 40 dni! Ciągle coś się działo ciągle była wielka niewiadoma. Pamiętam jak robiłem na odległość odbudowę płuc. Bardzo pomocna mi wtedy była płyta Gajatri, którą mam od Ciebie. Jej wibracja jest bardzo silna i dzięki niej można w ciele robić cuda. Wszyscy się spodziewali, ponieważ teść większą część życia nadużywał alkoholu, że wątroba będzie w stanie opłakanym. A cóż się okazało w trakcie badań? Lekarz nie mógł stwierdzić żadnego uszkodzenia - wyniki w normie. Pamiętam też jak w trakcie jednego z seansów dowiedziałem się - konieczne jest działanie fizykalne. Nie wiedziałem co to znaczy, dlaczego nie fizyczne tylko fizykalne? Nie wiem, skojarzyłem to jednak z tym co się dowiedziałem - nazajutrz był telefon od lekarza, który powiedział, że konieczna jest operacja (czyli działanie fizyczne, niementalne). Nawet ucieszyłem się, bo w tym akurat przypadku nie skutkowały ani leki ani moje seanse. Po prostu trzeba było otworzyć i wyczyścić organizm jak najszybciej. W dzień zabiegu pojechaliśmy z wizytą do szpitala. Wykonałem jeszcze seans przed samym zabiegiem. Zabieg okazał się skuteczny a lekarz opowiadał że nie widział jeszcze takiego przypadku - pacjent krótko po operacji zachowywał się tak jakby jej wcale nie było! Siedział na łóżku o własnych siłach całkowicie przytomny, rozmawiał z nim i tylko ślad po poważnym zabiegu wskazywał, co się dopiero stało. Ucieszyłem się bardzo, że jednak i tym razem moja pomoc okazała się skuteczna (udało się wzmocnić organizm) i zaakceptowałem, że współpraca uzdrowicieli i lekarzy powinna być szeroka - najważniejsze jest zdrowie pacjenta.  I lekarz i uzdrowiciel mogą i powinni się uzupełniać. Nigdy nie spodziewałem się, że w tym kraju, w małej miejscowości natrafię na takiego otwartego lekarza! Więc skoro był taki inteligentny a ja brałem lekcje u takiego fachowca jak Antoni, to pacjent powinien wyzdrowieć. Tak wyzdrowiał. Ale nie od razu. Żałowałem, że nie zdążyłem jeszcze przebyć III i IV stopnia kursu, na którym miałem dowiedzieć się więcej o uzdrawianiu na odległość. Musiałem zaufać mojemu przewodnikowi duchowemu i robić swoje. Czy było to skuteczne? Pacjent po ok. 40 dniach pobytu na oddziale intensywnej terapii, z czego większość czasu był podłączony do respiratora wyszedł ze szpitala zdrowy. Następnie przebył rehabilitację w naszym mieszkaniu - nauczył się chodzić i mówić (to wskutek respiratora i leżenia nie mógł mówić i chodzić). Kiedy doszedł do siebie powiedział, że niepotrzebnie ciotka dzwoniła po karetkę, że niepotrzebnie się nim opiekujemy, bo on widział anioły, że tam było mu dobrze. Dziś żałuję, że nie powiedziałem mu, że o anioły poprosiłem ja, a szansa którą dostał jest niekoniecznie tym co miało mu się przytrafić. Nie umiałem z nim rozmawiać o aniołach tak jak z Tobą. Pacjent nie przejawiał chęci życia. Skoro tak - pomyślałem - to nie będę robił seansów uzdrawiania dla niego i w przyszłości nikomu kto o tym nie wie. Uświadomiłem sobie jednak, że w takim razie teść prędzej czy później może mieć problemy ze zdrowiem. Otrzymał drugą szansę ale nie chce z niej skorzystać. Teść od nas wyjechał i przez dwa miesiące przebywał u brata. Pewnego dnia miałem samoistną wizję teścia siedzącego w naszym pokoju na fotelu, którego już nie ma, ale który dawno temu był w mieszkaniu. Siedział milczący, a z postaci unosił się obłok jakby dymu. Na drugi dzień rano dowiedziałem się o jego śmierci. Byliśmy tym razem przygotowani na tę śmierć. I wewnętrznie (zdążyliśmy zrozumieć, że on tak chce) i fizycznie - bo zrobiliśmy wszystko co było można aby mu pomóc, odkładając na bok wszystko, co mogło wcześniej nas dzielić. Jestem wdzięczny opatrzności, że pozwoliła mi brać udział w Twoich kursach, że mogłem się zaangażować wewnętrznie w pomoc bliskiej osobie. Pewnie jak ktoś mnie poprosi o seanse dla chorego w szpitalu też nie odmówię, choć wolałbym mieć przekonanie, że ta chora osoba tego chce (uzdrawiania) a nie tylko rodzina. Po dwóch kursach Duchowego Uzdrawiania tyle się stało, że aż się boję co po następnych. Ale choć niektórych rzeczy może nie dostrzegam czy nie rozumiem jeszcze, to te które widzę to są tylko zmiany na lepsze. Dziękuję Ci za to Przyjacielu. Nawet nie myślałem jak wiele spraw szybko trzeba zrobić a teraz widzę coraz częściej. Życie jest cwałującym koniem, kto go nie dosiądzie będzie szedł pieszo.
 

Pozdrawiam, dziękuję, dziękuję Andrzej Rygielski

Przede wszystkim chciałabym podziękować Ci, Antoni,
że usłyszałeś moją prośbę o pomoc i zechciałeś przyjechać do Lublina.

Po Kursie Duchowego Uzdrawiania I stopnia odmieniło się moje życie. Zobaczyłam, że Bóg jest Miłością, że Miłość istnieje, że można jej dotknąć, zobaczyć, pobyć w niej.

Zobaczyłam Miłość nad i w czakrze serca Antoniego. To bezmiar, bezkres - nie ma nawet horyzontu. JEST I JEST BEZWARUNKOWA. Na zewnątrz wygląda jak kula o średnicy 1,5 do 2 metrów. Jest przejrzysta, ale wyraźnie widoczna. Twarda, ale przenikliwa. Wewnątrz czakry serca mienią się kolory wyższych uczuć takie jak: współczucie, zrozumienie, pokora, moc, subtelność i romantyzm. To, że zrozumiałam, jak potężną mocą jest Miłość spowodowało przemiany w moim życiu.

Dzięki Antoniemu zobaczyłam i zrozumiałam, jak wyglądało moje życie. Zapominałam.

Bez Boga, bez Miłości, bez sensu życia.
Posłuchałam rady Antoniego i powierzyłam swoje życie Bogu, uznałam Jego Wolę. I stał się cud - otrzymałam nowe życie jeszcze w tym wcieleniu. Bóg bez żadnego osądzania odpuścił mi poprzednie i dał mi nowe pełne, światła.

Bóg jest niezwykle miłosierny, łagodny, współczujący, troskliwy i czeka, aby mógł obdarzyć nas łaską. Wystarczy tylko poprosić, otworzyć się na Boga i przyjąć łaskę. Wówczas łaska jest kompletna. Po każdym upadku mamy spodziewać się łaski większej niż przed porażką. Zobaczyłam, że ja też jestem dzieckiem Boga i mam swoje miejsce u Boga, wśród ludzi i na ziemi.

W czasie Świąt Bożego Narodzenia wzięłam sobie Jezusa do serca, aby patrzeć na ludzi Jego oczami i żyć w Świetle.
Jezus jest Miłością.

Można również zwracać się do Niego z prośbą o oczyszczający ogień, o wypędzanie demonów, można Jezusowi powierzyć zagubione i błąkające się duchy.
Fascynuje mnie ten nowy świat: Świat Boga, Aniołów Stróżów , Opiekunów.

Wiem, czego brakowało mi w poprzednich wcieleniach. Wiem, czego mam się nauczyć:
- słuchać Boga i być posłuszną Woli Boga,
- otwarcia się na miłość, pokory, cierpliwości, entuzjazmu, świadomego życia tu na Ziemi,
- bycia zadowoloną i szczęśliwą.

Dziękuję Ci, Antoni.

Bożenna Słubicka


Relacje uczestników kursów rozwoju intuicji i jasnowidzenia...


Wrażenia po kursie  w Krakowie

 

Dzień dobry,

 

Najlepszy kurs w którym do tej pory brałem udział, mam apetyt na rozwój, a rozwój według zasady może być tylko do przodu.

Zrozumiałem że jeśli nam coś nie wychodzi - to dlatego że uwierzyliśmy w bujdę sinusoidalnego trendu siedmiu lat a system robi wszystko byśmy w tę bujdę wierzyli.  Jednak to nie jest prawda, gdy przyznasz się do rzeczy, którą ci ktoś wmówił to sam bata na siebie ściągasz. Dlatego warto się doskonalić, bo to pozwala samemu brać odpowiedzialność za to co się dzieje. Jeśli szukamy powiernika to znaczy, że jeszcze nie dorośliśmy. Można mieć osiemdziesiąt lat i być gówniarzem a małe dziecko bywa nieraz mądrzejsze od rady starców.

Nieznajomość prawa szkodzi, bo przyjmuje się wtedy to co nam mówią ze strachu, który nam zaszczepiają przez naszą chorą wyobraźnię o następstwach czekających na strachliwość.

My sami jesteśmy decydentami tego, co chcemy by nas spotykało. Godząc się na rolę sługi -przyjmujemy wszystko to, co ktoś dla nas zaplanował w różnych celach a odrzucamy  samodzielność i odpowiedzialność za siebie.

Forma kursu jest bardzo  spójna z edukacją marzeń a mistrz, który jest nauczycielem to wyjątkowa osoba, ma ogromna energie w sobie i widać jak pełne są jego kompetencje, to zaszczyt móc rozmawiać z takimi ludźmi, w grupie kursowej też czułem się fajnie i życzę im jaśniejszego oświecenia

zrozumienia i rozwoju. Rozwoju w kierunku tego by pomagać a nie szkodzić, bo to drugie to ściąga w dół, powodzenia.

Rafał Sieradzki

 

Wrażenia Reni z kursu intuicji / jasnowidzenia

Dlaczego wybrałam kurs intuicji i jasnowidzenia prowadzony przez Antoniego? Pewnie nikogo nie zaskoczę jeśli napiszę, że ogłoszenie o kursie znalazłam przez przypadek w necie. Czy to był  przypadek? Oczywiście nie był.  Chyba jak  każdy chcę iść przez życie bez lęków i z radością przyjmować to co przynosi każdy dzień. Wiem że sama stworzyłam swoją rzeczywistość. Wiem też, że dopóki nie zrozumiem po co to zrobiłam  będę powtarzała do skutku te same lekcje. Decydując się na ten właśnie kurs pomyślałam, że może to jest to co pomoże mi ruszyć z miejsca. To był weekendowy kurs. Nie znałam nikogo z uczestników. Ale od początku czułam się tam bardzo dobrze. Na początku każdy powiedział o sobie po "dwa" słowa. Niektórzy przyszli na zajęcia doskonale wiedząc czego chcą i dokąd zmierzają. Ale nie wszyscy. Część zdecydowało się na kurs żeby dopiero zacząć rozwijać swoje zdolności. Wszyscy stworzyliśmy wspaniałą atmosferę. Jeśli można powiedzieć, że każda osoba to inny dźwięk to razem stworzyliśmy piękną melodię. Oczywiście duża zasługa w tym Antoniego, który tak poprowadził koncert żeby w każdej duszy poruszyć jakąś strunę. Można było w medytacji wrócić do dzieciństwa, do poprzednich wcieleń, nawiązać kontakt ze swoim przewodnikiem jak też przewidywać i zmieniać swoją przyszłość. Osobiście otrzymałam dużo cennych wskazówek. Dziękuję wszystkim uczestnikom kursu za spotkanie i wspólną pracę.
A Tobie Antoni za to, że jesteś.

Renia

Relacja Anetty:

Moi Drodzy, Chciałam się podzielić z Wami moimi wrażeniami z kursu jasnowidzenia Antoniego Przechrzty. Powód jest prosty: kurs ten odmienił moje życie. Dzięki niemu znalazłam odpowiedź na dręczące mnie pytania: kim jestem i dokąd zmierzam. Weszłam na duchową ścieżkę rozwoju duchowego, odnalazłam radość, spokój i prawdziwe szczęście. Dziś już jestem inną osobą.

Dwa dni: mało, ale wystarczająco, by stało się coś – choćby nawet nie było od zaraz sensowne, namacalne i do końca zrozumiałe. Każde ćwiczenia na kursie – medytacje zaczynają się od relaksacji, odpowiedniego oddechu i właściwej muzyki, a potem następuje coś, co dla jednych jest całym przekazem, dla innych – tylko przebłyskiem, który z pewnością, we właściwym momencie rozwoju stanie się czymś więcej. Opowiadamy sobie o tym wszystkim. Dzielimy się przeżyciami. Młoda kobieta, zalewając się łzami, uświadamia sobie, że musi wybaczyć mężczyźnie, który ją skrzywdził, bo tak będzie dla niej najlepiej i tylko dzięki temu przebaczeniu będzie mogła pójść dalej. W ten sposób – rozpoznając sytuację z przeszłości, która ją blokowała i psychicznie dołowała – jest w stanie uwolnić i tym samym uzdrowić swoje życie.

Przez medytacje łączymy się z naszymi Aniołami, poznajemy naszych Przewodników Duchowych, czasami doznając autentycznego wzruszenia – pewna osoba, która rozpoznała w swoim Przewodniku zmarłą bliską przyjaciółkę. Wsłuchujemy się w płynące informację bądź we własne odczucia. Pozwalamy dojść do głosu jednemu z najlepszych życiowych doradców – naszej intuicji. Wprowadzeni w stan jakby półsnu, spotykamy ludzi, którzy o coś nas proszą (np. małżonka oczekująca wybaczenia czy zmarłego kolegę, który prosi o przekazanie informacji), widzimy siebie w sytuacjach najbardziej przez nas pożądanych. Wizualizujemy swoje pragnienia. Zajmujemy się sobą i innymi. Staramy się opisać osobę, o której nic nie wiemy – jedynie widząc zdjęcie, na którym ona jest, próbujemy się do niej dostroić (podobnie postępujemy z rzeczami bądź miejscami, o których chcemy coś wiedzieć). Uczymy się widzieć aurę i naprawdę wszyscy ją widzimy. W trakcie ćwiczeń pisma automatycznego, niektórzy z nas otrzymują bardzo piękne przekazy, mówiące o misji, jaka stanie się ich udziałem. Dostajemy praktyczne wskazówki np. jaką utworzyć fundację. Ciekawych przeżyć doświadczamy w pracy z poprzednimi wcieleniami. Pewna pani, szlochając, widzi przykrość, jaka spotkała ją ze strony mężczyzn. Analizując swoje cierpienie dochodzi do wniosku, który wyjaśnia, dlaczego jej obecne relacje z mężczyznami są tak niezadowalające. Ktoś inny – „wchodząc” w poprzednie wcielenie – dowiaduje się, dlaczego tak bardzo boi się igieł. Interesująca jest medytacja, której efektem końcowym jest przewidywanie przyszłych wydarzeń. Ludzie widzą ( i to w konkretnych państwach ) falę złą, zniszczenia, zarazy, ale także promienie słońca i przypływ miłości.

Nie tłumimy swoich odczuć, kiedy o tym opowiadamy. Często towarzyszą nam łzy, ale i śmiech nie jest nam obcy – zwłaszcza, kiedy jeden widzi czerwonego kapturka, a inny tancerki skąpo ubrane. Żałujemy, że czas płynie tak szybko. Pośpiesznie zawiązujemy pierwsze znajomości. Na zakończenie kursu tańczymy w kręgu. Na naszych twarzach malują się: radość, spokój i szczęście. Początkujący i mistrzowie, ci, którzy dopiero zaczęli się interesować i ci, którzy z zainteresowań uczynili zawód: jesteśmy różni, a jednak bardzo do siebie podobni, bo jedno nas łączy – chcemy... rozwijać się, dowiedzieć się, stać się i w tym trwać. Trwać w rozwoju duchowym, bo wiemy, że pewnego dnia duchowość stanie się nadrzędną jakością życia. Byłoby dobrze, gdybyśmy do tego czasu – dla dobra własnego i innych – rozwinęli zdolność do jasnowidzenia, która przecież tkwi w każdym z nas. Kursy Antoniego Przechrzty na pewno mogą nam w tym pomóc, dlatego powiedzmy sobie: „ Do zobaczenia”!

P.S. Antoni Przechrzta to człowiek, który jawi się jako miły, roześmiany chłopak z sąsiedztwa, choć dopiero zajęcia pokazują, że równie bliscy jak ludzie i ich problemy są mu anioły, boska energia i po prostu piękna duchowość. Niesamowicie ciepły, potrafiący mocno stąpać po ziemi i lekko unosić się ku przestworzom. Miło jest przebywać w jego towarzystwie, a tym bardziej mieć w nim swojego „nauczyciela”.

ANETTA, Śląsk

Relacja z II-go stopnia Kursu Rozwoju Intuicji / Jasnowidzenia Antoniego Przechrzty

Kierując się względami formalnymi, umieściłam w tytule słowa-relacja z (...) kursu.... był to koncert z udziałem wielu muzyków (kursantów), różnych instrumentów (ćwiczeń) i pod batutą wspaniałego dyrygenta (Antoniego). Uczestniczenie w takim kursie - koncercie było niezwykle cennym przeżyciem na drodze indywidualnego rozwoju duchowego, a ponadto dało możliwości poznania interesujących ludzi i współtworzenia tak niesamowitej atmosfery, że naprawdę trudno opisać ją słowami. Bogactwu, zaproponowanych przez Antoniego zajęć (relaksacja, medytacja, praca z czakramami, odczyt auryczny, ćwiczenia psychometryczne, telepatia, podróż astralna, pismo automatyczne, praca z Duchowym Przewodnikiem, przewidywanie przyszłych wydarzeń, taniec) towarzyszyła intensywność ćwiczeń. Większość z nich przeprowadzana była w parach. Wiele emocji wzbudziło ćwiczenie z kopertami, zawierającymi figury geometryczne (powycinane z kolorowego papieru), które należało rozpoznać telepatycznie przekazując sobie co znajduje się w danej kopercie. Szczególnie interesujące były także: odczyt auryczny, umożliwiający zlokalizowanie i zinterpretowanie różnych dolegliwości oraz praca z czakramami w powiązaniu z odpowiadającymi im kolorami i dźwiękami, przy pomocy których można odblokowywać poszczególne centra energetyczne. Tak bogaty program kursu - niewątpliwie-wywołał bogactwo odczuć i przemyśleń, a te wytworzyły cudowną atmosferę. Taką, jaka towarzyszy pięknu energii w ludzkich bytach. Energii, która współtworzyła, jakby "namacalnie", przeżywanie kursu. Była czysta, piękna i boska; była światłem, piękniejszym od wszystkiego, co człowiek mógłby stworzyć. Warto brać udział w kursach, na których wytwarza się taka atmosfera. To, co wtedy się czuje, może -zgodnie z prawdą - określić prawdziwym szczęściem. Jestem przekonana, że w sercach uczestników, dwudniowego kursu Antoniego Przechrzty, nadal rozbrzmiewa koncert.

Tym, którzy byli na I stopniu Kursu Jasnowidzenia i zachowali kartki, na których rysowali siebie i wypisywali w punktach swoje życzenia (marzenia), polecam przejrzenie tych notatek. Może, podobnie jak ja, zauważycie, że niektóre punkty zostały już zrealizowane (ja np. chciałam odnaleźć swoje miejsce na Ziemi i zrozumieć siebie i udało mi się to; pragnęłam także pisać automatycznie i dzięki temu pomagać ludziom i rzeczywiście to robię). Możliwe, że osiągnęłabym to wszystko i bez kursu, ale wydaje mi się, że wiara w siebie i pozytywna energia, jakie wyzwoliły się u mnie po pierwszym kursie Antoniego Przechrzty (a ugruntowały po drugim), pomogły mi w szybszej i owocnej realizacji moich marzeń.

ANETTA

Relacja Krystyny T.

Od wielu lat czuję jakiś niedosyt, czegoś co powinnam w swoim życiu zrobić, ale tak naprawdę nie wiem co to ma być. W codziennych modlitwach proszę Boga, aby przecierał me oczy abym więcej widziała, odtykał me uszy abym więcej słyszała oraz aby ogrzewał moje serce i napełnił je Swoją: Miłością, Radością, Mądrością, Dobrem, Prawdą i Pięknem, a nade wszystko Pokojem. Proszę Go, aby nauczył mnie dzielić się tymi cudownymi darami z każdym napotkanym człowiekiem. I tak się dzieje: Świat zaczynam dostrzegać zupełnie inaczej, słyszę coraz więcej i czuję coraz więcej.

Moje serce staje się bardzo wrażliwe na ból i cierpienie drugiego człowieka. Tak bardzo pragnę w jakiś sposób pomagać zwłaszcza dzieciom. Pamiętam, jak bardzo przeżyłam śmierć Marka Kotańskiego. W ciszy i spokoju pytałam Boga dlaczego ? Przecież to on pochylał się nad ludzką nędzą i nieszczęściem. Pomagał, każdemu: dzieciom, rodzinom, osobom samotnym oraz w podeszłym wieku. Tyle czynił dobrego. Po mojej twarzy płynęły łzy smutku, bólu i cierpienia. W tej ciszy jaka panowała wokół mnie i we mnie usłyszałam cichutki głos: 'bo mam jeszcze ciebie i twoich dwoje rąk'. Przez całe moje ciało przeszedł niewyobrażalnej mocy dreszcz. Po chwili przez mój umysł przeszedł projekt tego co mam robić. Powiedziałam: Boże, ja taki mały człowiek, czy ja podołam ? Po dwóch miesiącach znalazłam się wśród ludzi poszukujących czegoś więcej niż materialnego zadowolenia. Był to właśnie Kurs Jasnowidzenia, który prowadził Antoni Przechrzta. Najbardziej nurtowało mnie pytanie od lat „ jakie talenty otrzymałam od Boga, których nie mogę dłużej zakopywać pod ziemię”. Tak bardzo pragnęłam je poznać, rozwijać, pomnażać i dzielić się nimi z każdym człowiekiem. Pamiętam jak Antoni zadał pytanie: czego oczekujesz po Kursie Jasnowidzenia ? Ja tak bardzo pragnęłam poznać tę tajemnicę, tak bardzo pragnęłam się dowiedzieć jaką mam misję do wypełnienia tutaj na Ziemi. Jakież było moje zdumienie, kiedy podczas medytacji usłyszałam głos, który przekazał mi tę informację.

Głos mówił:" Uwierz w siebie. Zaufaj Bogu i ludziom. Pokochaj tego człowieka miłością czystą, prawdziwą pochodzącą od Boga, miłością o jakiej zawsze marzyłaś, a nigdy jej nie zauważyłaś. Jesteś godna takiej miłości. Jeśli poznasz miłość do mężczyzny, przyjdzie czas na miłość braterską. Założysz fundację „ Pogodna Przystać dla Rodziny”. Będzie to Dzieło Odrodzenia Rodziny w Polsce – upokorzonej i upodlonej. Przywracać będziesz nadzieję umęczonym matkom i uśmiech na twarzach dzieci. Będziesz bardzo szczęśliwa – praca ta będzie dawała ci wiele radości. Rozpoczniesz tworzenie Fundacji Ludzi o Otwartych Sercach, którzy włączą się w to Dzieło. Ogarniesz tym całe społeczeństwo, które poprzez drobne systematyczne datki będzie cię wspierać w tym przedsięwzięciu. Przywracać będziesz rodzinie (zwłaszcza bezdomnej) godziwe warunki do życia – dom i stół, na którym już nie zabraknie chleba. Pod wpływem tych działań ludzkie serca zaczną się ogrzewać, ludzie będą bardziej otwarci na drugiego człowieka. Poprzez te małe cuda ludzie zaczną budzić się do „nowego życia”. Poczują potrzebę dzielenia się chlebem z każdym, komu go brakuje. Nie lękaj się Ja Jestem z tobą zaczynaj swoje dzieło."

Jestem bardzo szczęśliwa, bo już wiem co jest " moją Misją” i ufam że z Bożą i ludzką pomocą uda mi się wypełnić tę Misję. Dziękuję z głębi mojego serca każdemu kto włączy się w to Dzieło. W następnej medytacji widziałam symbole, które na razie są dla mnie tajemnicze, ale wiem, że wkrótce i one zostaną mi objaśnione. Symbole, które widziałam to: jasnofioletowa kula, która wirowała. Następnym było duże, piękne, niebieskie oko na różowym tle, które na mnie mrugało. Widziałam też drogę do góry. Droga była w kolorze złota i prowadziła bardzo wysoko. Widziałam też niebo jasnoróżowe, a na nim gwiazdki niebieskie i srebrne. Pierwsze dwa symbole znam już od dwóch lat, kiedy to siadałam i zagłębiałam się w ciszę. Wówczas pojawiała się ta sama jasnofioletowa kula, a następnie to cudowne oko, które również do mnie mrugnęło. To były takie krótkie medytacje, które napełniały mnie wewnętrznym pokojem i wtedy bardzo szybko kończyłam medytację nie czekając no coś więcej. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że poprzez medytację będę mogła uzyskiwać wskazówki jak iść przez życie. Dzisiaj już wiem, że „Życie Cudem Jest” i dziękuję Bogu za każdą chwilę jaką mi daje do przeżycia. I choć dzisiaj nie wiem jakie znaczenie mają dla mnie, te symbole, czuję że jest to coś wspaniałego. Na pewno więcej dowiem się na Kursie Duchowego Uzdrawiania, który prowadzi również Antoni.

Na kursie Jasnowidzenia otrzymałam cudowny prezent od Antoniego. Jest to medytacja „Do Domu Naszego Dobra”.

Wybierając się na tą cudowną wędrówkę, zapraszam bardzo dużo osób mi bliskich, którym bardzo pragnę pomagać. Spotykam tam również osoby, które odeszły z tego świata. Niesamowite wrażenie zrobiło na mnie spotkanie z moim mężem, który prosił mnie o wybaczenie. Po raz pierwszy usłyszałam też słowo przepraszam. Ja również prosiłam go o wybaczenie. Już teraz wiem, że na pewno wszystko wybaczyliśmy sobie. Spotykam też mojego największego przyjaciela – Jezusa. Czuję zawsze jak moje serce wypełnia się takim cudownym, bardzo delikatnym ciepłem. Jest to za każdym razem przeogromne wrażenie dla mnie. Za każdym razem gdy wybieram się do Domu Naszego Dobra po mojej twarzy płyną łzy wzruszenia i ogromnego szczęścia. Za każdym razem wracam stamtąd taka szczęśliwa i wierzę że poprzez te małe cuda – ofiarowanie drugiemu człowiekowi tego co pochodzi z głębi mojego serca, jest w stanie pomóc naszej Kochanej Matce Ziemi.

Dzisiaj już wiem, że na mej drodze życia Antoniego postawił Bóg i poprzez spotkania, które prowadzi odkrywam tajemnice mojego życia. Dziękuję Ci Antoni za to, że pojawiłeś się na mej drodze życia. Jesteś wspaniałym nauczycielem. Dziękuję.

Krysia T. Listopad 2002

 

Przekaz

Nie jesteście tu przypadkiem. Jesteście częścią wielkiego planu Stwórcy.

Życie tu na Ziemi zmienia się. Wchodzicie w nowa erę, erę Wodnika.

Jesteście prekursorami, a za wami przyjdą następni.

Rozwijajcie wasze zdolności , bo już niedługo będą wam one bardzo pomocne.

Każdy ma swój unikalny dar.

Na wiele spraw spojrzycie nowym okiem, będziecie patrzeć również sercem. Dlatego też temu ostatniemu zwróćcie szczególną uwagę.

Jesteście prowadzeni. Jesteście pouczani. Macie z nami kontakt.  Wspierajcie się nawzajem.

spisany przez Marka, uczestnika kursu w Londynie, 2006

Relacja Ani z kursu rozwoju intuicji / jasnowidzenia

Myśl, że może warto byłoby pójść na kurs jasnowidzenia/rozwoju intuicji powstała pod wpływem chwili. Czym prędzej postanowiłam sprawdzić czy są organizowane takie kursy.  Usiadłam do komputera i w wyszukiwarce wpisałam hasło: "kurs jasnowidzenia". pojawiło się wiele odnośników do wpisanego przeze mnie hasła, ale ja wybrałam pierwszy link, który zatytułowany był "relacje z kursu jasnowidzenia".  przeczytałam zamieszczone tam informacje i nabrałam  jeszcze większej ochoty na uczestnictwo w takim kursie.  Zapytałam czy w kursie będzie mogła wziąć udział osoba niewidoma, bo  właśnie taką osobą jestem.  Zastanawiałam się, czy osoba która na co dzień nie może posługiwać się wzrokiem, może sięgać po widzenie tego co dla oczu niewidoczne.  Odpowiedź była na szczęście pozytywna, a więc pozostawało tylko w dniach 10 i 11 stycznia stawić się na miejscu, gdzie prowadzone miały być zajęcia. Jadąc rano w sobotę na kurs sama zadawałam sobie pytanie, czy dam radę opanować materiał, czy poradzę sobie z wykonywaniem ćwiczeń, ale już pierwsze słowa Antoniego spowodowały, że pozbyłam się wszelkich wątpliwości i zdałam sobie sprawę, że jestem we właściwym czasie i we właściwym miejscu. Ja dawniej księgowa, realistka, twardo stąpająca po ziemi zobaczyłam, że przy podejmowaniu decyzji nie zawsze trzeba kierować się tzw. zdrowym rozsądkiem, ale raczej swoimi uczuciami, odczuciami i głosem pochodzącym z mojego środka.  Przechodząc na inny poziom świadomości można dowiedzieć się bardzo dużo o sobie, swoim życiu, można dotrzeć do głębi siebie, do siebie które bardzo często jest schowane przed światem. Można też uzyskać informacje na temat innych ludzi, przedmiotów i miejsc.  Wprost niewiarygodnym było dla mnie uczucie duszności, braku powietrza jakiego doznawałam przy odgadywaniu miejsca z fotografii schowanej w kopercie.  Niewątpliwie dla mnie uwieńczeniem tego wszystkiego była medytacja z przewodnikiem duchowym. Przecież nigdy do tej pory nie miałam okazji  zadać mu pytania o sens swojego życia, o swoją misję o kierunek w którym powinniśmy zdążać. To tak dobrze zadać te pytania i tak dobrze poznać na nie odpowiedź. To takie wspaniałe kiedy w chwilach zwątpienia można połączyć się ze swoim przewodnikiem duchowym, a on udzieli wszelkich informacji. Można także dowiedzieć się co do tej pory przeszkadzało w realizacji siebie i osiągnięciu pełni życia. ja na tym kursie usłyszałam wiele słów kierowanych do mojej osoby, wszystkie one oddawały po cząsteczce mnie samej. bo przecież to prawda, że jestem radosną osobą, tylko że w ostatnim czasie ta radość przysłonięta jest smutkiem. Od 10 stycznia znowu dużo się śmieję i jest to taka radość nieuwarunkowana. Po prostu jest mi dobrze, według nauki: uczeń pyta mistrza: mistrzu jak być szczęśliwym,  na co odpowiada mu Mistrz po prostu bądź szczęśliwy. Tak naprawdę to na kursie zaczęłam wracać do życia i to do życia wypełnionego pięknymi kolorami tęczy.  Pomimo, że  moja codzienność z powodu niewidzenia upływa pod znakiem ciemności, na kursie zobaczyłam co świat mi do zaofiarowania. Przecież świat od dłuższego czasu miał mi wiele do zaoferowania, tylko że ja tego nie umiałam dostrzec. Kurs u Antoniego  uświadomił mi, że  mam żyć pełnią życia. przecież to ja Ania zasługuję na to by dostawać w życiu wszystko to co dla mnie najlepsze i co najważniejsze teraz już jestem gotowa, by to przyjąć. Teraz już wiem, że pragnę pomagać ludziom, lecząc ich ale na razie muszę o ten dar cierpliwie prosić. Kurs ten stanowił dla mojego serca reanimację po której powoli wraca do pełni życia, a jednocześnie ocalił  moją osobę od zapomnienia, od zapomnienia przez świat i Boga. Ja Ania przypomniałam światu, Bogu i sama sobie że istnieję i że zasługuję na szczęście. Jeśli jesteś osobą, której życie płynie gdzieś obok a ty w nim aktywnie nie uczestniczysz, to koniecznie weź udział w kursie u Antoniego a staniesz się  nie tylko uczestnikiem swojego życia, ale jego głównym inicjatorem.

Ania 

 

 


Czy warto wypoczywać na wczasach z duchowym uzdrawianiem?


PRZEBUDZENIE

 

 

„Byłam po raz pierwszy na kursie. Jestem bardzo zadowolona. Oprócz przyziemnych spraw: wspaniałe jedzenie, miła i wyrozumiała obsługa, klimat itp. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam poznać i posłuchać wspaniałego Antoniego Przechrztę. Ciepły, otwarty człowiek, doskonały wykładowca. Jako słuchacze czuliśmy jak gdybyśmy trwali w powietrzu. Ja też miałam takie odczucie. Sporo humoru doskonałego kontaktu z nami, to i wiele więcej spowodowało, że chętnie wezmę udział w kolejnych warsztatach.”

Krystyna

 

„Szukając ofert spędzania urlopu tegorocznego poczułam, że muszę więcej czasu poświęcić sobie, wyciszyć się, poradzić sobie ze stresem i problemami. Postanowiłam, że turnus z Panem Antonim Przechrztą „Duchowe Uzdrawianie” będzie odpowiednim dla mnie. Nie myliłam się. Znalazłam się wśród bardzo życzliwych i przemiłych ludzi. Jestem pod wrażeniem osoby Pana Antoniego, który jest człowiekiem bardzo uduchowionym. Dostałam wskazówki, uwolniłam się od wielu problemów, jestem spokojna i wiem, że wszystko będzie dobrze. Cieszę się bardzo, że tu przyjechałam. Mam nadzieję, że w latach następnych tego typu turnusy będą również organizowane. Do zobaczenia za rok.”

Tatiana  

Dziękuję Bogu i organizatorom za możliwość przebywania w tak pięknym miejscu. Widok z balkonu zabieram ze sobą jako symbol PIĘKNA, HARMONII, BOGACTWA I MOCY. Jestem wdzięczna Antoniemu za umożliwienie mi SPOTKANIA Z MOIMI ANIOŁAMI, JEZUSEM, BOGIEM I DUCHEM ŚWIĘTYM. Pewnie ONI mnie tu sprowadzili, żebym mogła odnaleźć zagubione i pozostawione kiedyś w gniewie: „BĘDZIESZ MIŁOWAŁ BOGA SWEGO Z CAŁEGO SERCA Z CAŁEJ DUSZY I WSZYSTKICH SIŁ i jest to wspaniałe połączenie z prowadzącymi mnie od jakiegoś już czasu... A BLIŹNIEGO SWEGO JAK SIEBIE SAMEGO.” Jestem wdzięczna (teraz już wiem, że MOIM ANIOŁOM), że SPOTKAŁAM CIEBIE ANTONI i dziękuję Ci, że przez ten czas (i jeszcze jakiś czas później...) byłeś/będziesz dla mnie nauczycielem i przewodnikiem. To wielka przyjemność i radość przebywać z kimś takim KTO JEST TYM CO NAUCZA. Dziękuję Ci za ciepło, poczucie humoru, prawdziwość, mądrość, miłość i obecność. To wielka przyjemność jest być z tym, który JEST. Dziękuję wszystkim za możliwość wspólnego przebywania w tych dniach i wspaniałego „przenikania energii”. Zabieram ze sobą MÓJ WIDOK, MOJĄ, odkrytą tu RADOŚĆ, MÓJ SPOKÓJ, że wszystko jest w najlepszym porządku, MOJĄ PEWNOŚĆ, że jestem na właściwej DRODZE i głęboko doświadczoną (tuż przed samym wyjazdem) MIŁOŚĆ BOGA MOICH ANIOŁÓW do mnie. To cudownie KOCHAĆ i CZUĆ SIĘ KOCHANĄ. Wyjeżdżam stąd w DOBOROWYM TOWARZYSTWIE ALLELUJA! Dziękuję.

Barbara Witoszek

 

„Jestem wdzięczna Bogu, że natknęłam się we Wróżce na ten kurs. To mój pierwszy kurs tego typu, ale czuję się po nim cudownie. Jestem pełna wewnętrznego Światła i radości. Wiele spraw bardziej mi się naświetliło, o wiele więcej zrozumiałam. Do tej pory była tylko teoria, czytałam, słuchałam kaset, dochodziłam do wielu spraw sama. Brakowało mi takiego poprowadzenia, takiego radosnego wejścia w sprawy Ducha. Ogarnia mnie takie ogromne szczęście. Dziękuję za to Bogu, mojemu Aniołowi i Przewodnikowi Duchowemu, dziękuję za to Antosiowi, który wprowadził we mnie ten spokój, ale i ogromną radość i poczucie humoru, które  tak od niego emanuje. Jestem szczęśliwa i spokojna o swoją przyszłość. Wiem już, że jestem Kochana, wiem, że mogę iść przez życie z miłością i radością, mogę spełniać swoje marzenia. Zabieram ze sobą wewnętrzny spokój, Bożą Miłość i szczęście. 

Elżbieta z Oświęcimia

Wczasy z Duchowym Uzdrawianiem są organizowane corocznie, w pięknych polskich górach.

Wybrałam je spośród ogromnej ilości ofert, oczekując – jak wiele innych osób, że uzdrowiciel przyłoży ręce i wszystkie moje dolegliwości znikną. Szybko okazało się, że na tych wczasach otrzymałam o wiele więcej niż mogłam się spodziewać. Nauczyłam się pomagać sama sobie, a także innym. Nie wszystkie efekty były widoczne natychmiast. Po powrocie do domu uświadomiłam sobie, że nie opuszcza mnie spokój, radość życia, pewność siebie – to bardzo przyjemny stan ducha. Zmianę zauważyli również znajomi i rodzina. Potem stopniowo ustępowały męczące mnie latami dolegliwości fizyczne. Traciłam zbędne kilogramy. Zaczęły też układać się moje sprawy zawodowe i rodzinne. Niektóre związki uległy radykalnej poprawie, inne zostały skutecznie zerwane. Nie zawsze zmiany były łatwe, ale kto powiedział, że mają takie być? Tak naprawdę liczy się przecież efekt końcowy. A korzyści okazały się tak duże, że z niecierpliwością czekałam na kolejny wyjazd. Tym razem wszystko było inaczej. Inny program, inne ćwiczenia, inni ludzie...

Oprócz ćwiczeń dotyczących duchowego uzdrawiania, prawidłowego oddechu, medytacji, realizacji celów, tworzenia związków – były organizowane zajęcia w plenerze oraz wycieczki, spacery, tańce. Uczyliśmy się od nauczyciela i od siebie nawzajem. Klimat, jaki tworzą ludzie na wczasach jest niepowtarzalny, a wsparcie otrzymane od grupy bezcenne.

Duchowe uzdrawianie jest prostą metodą, skuteczną już od pierwszych prób jej stosowania.

Dzięki ćwiczeniom realizowanym na wczasach zrozumiałam, dlaczego spotykają nas trudne doświadczenia, takie jak choroba, czy niepowodzenia życiowe i jak sobie z nimi radzić. Doświadczyłam niezwykłego przekazu energii podczas uzdrawiania. Nauczyłam się korzystać z energii w celu uzdrawiania siebie,  poprawy sytuacji życiowej i realizacji celów. Dowiedziałam się jeszcze więcej o sobie. Odkryłam cel swego życia. Poznałam swoją siłę i możliwości, których wcześniej nie dostrzegałam, więc nie umiałam z nich korzystać. Obecnie skutecznie pomagam również bliskim mi osobom w ich problemach zdrowotnych. Nieustannie doświadczam niezwykłych efektów duchowego uzdrawiania, co mnie bardzo cieszy i wciąż zadziwia. Mogłabym opisywać przykłady działania uzdrawiającej energii w moim życiu, ale myślę, że zamiast analizować cudze przeżycia, każdy ma szansę sam doświadczyć efektów tej niezwykłej metody i skutecznie poprawić jakość swojego życia.

Wczasy z uzdrawianiem i inne kursy Antoniego są wspaniałą okazją do rozpoczęcia takiego procesu. Może to być pierwszy, niezbędny krok rozpoczynający zmiany.

Grażyna

        Po wczasach w Bukowinie Tatrzańskiej 2006

Na wczasach w Bukowinie była miła atmosfera i ładna pogoda, oraz bardzo inspirujące wycieczki w góry. Bardzo podobał mi się sposób prowadzenia wykładów przez terapeutę, więc wiele skorzystałam z uczestnictwa w zajęciach. Podziwiałam bardzo wysoki poziom kursantów i ich wzajemną miłość, chęć niesienia pomocy z której i ja dużo skorzystałam.
Nauczyłam się szczerości mówienia o swoich głębokich uczuciach i trudnych przeżyciach.
Utwierdziłam się w przekonaniu, że moje wcześniejsze odkrycia i wybory są słuszne. Zabieram ze sobą miłość i zadowolenie i chcę podążać tą ścieżką radości i miłości, którą tutaj odkryłam. W następnym roku znów chciałabym przyjechać na wczasy.

Bardzo podobały mi się medytacje i kontakty z ludźmi. Zmierzyłam się z własnym lękiem, odkryłam, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. Cieszę się że mogłam odpocząć od przyziemnych spraw. Zabieram trochę doświadczeń i świadomość, że warto iść  wyżej i dalej. Chcę kontynuować pracę nad sobą.
Uczestnikom i prowadzącemu dziękuję za lekcje, jakkolwiek były trudne.

Dużo dały mi rozmowy w kuluarach z uczestnikami wczasów. Przyjechały osoby naprawdę wartościowe i już zaawansowane w swoim rozwoju. Wymiana zdań i czasami przeciwstawne opinie na różne tematy przyczyniają się znakomicie do duchowego rozwoju. Sam temat duchowego uzdrawiania jest warty poznania, a nawet polecenia w teorii i praktyce - daje ogromne możliwości.      

D i M.

Podziękowanie dla Antoniego.

Za zorganizowanie wspaniałych wczasów z uzdrawianiem duchowym, ciekawych uzdrawiających medytacji i spacerów w góry -  uczestniczka Anna.

22 lipca przyjechałam na wczasy z uzdrawianiem. Nie podobała mi się trochę dyscyplina uczestników, ale może to taka lekcja tolerancji dla mnie. Rozumiem, że każdy jest inny i z trochę innymi oczekiwaniami przyjechał na to spotkanie. Tak naprawdę uczestnicy wykazali wspaniałą postawę, wtedy gdy tego najbardziej potrzebowałam. Udowodnili, że są prawdziwymi uzdrowicielami i można na nich polegać w potrzebie. Zobaczyłam jak wielką miłością można obdarzać osoby nieznane, właściwie obce. Postanawiam pracować nad sobą, by w jak największym stopniu rozumieć innych, wybaczać im ich niedociągnięcia i obdarzać bezinteresowną miłością. Zrozumiałam, że mocy nabiera się wszędzie, nie tylko w pokoju pod kierunkiem nauczyciela, lecz w czasie spacerów, rozmów z ludźmi i pomagając potrzebującym. Zabieram ze sobą świadomość, że nie jestem sama i mogę zawsze liczyć na pomoc innych ludzi. Bardzo cieszę się z tego, że tu przyjechałam.

Otrzymałam wiele inspiracji od Antoniego i innych wczasowiczów. Odkryłam jak dużo muszę się jeszcze nauczyć. Chcę pracować nad sobą, by poczuć się pewną siebie. Zrozumiałam, że każdy ma swoje problemy do przerobienia, również nauczyciel. Dziękuję za góry, za zrozumienie, chociaż nieraz wszystko przebiega nie tak, jak byśmy sobie to wyobrażali, to ważne by zrozumieć tę naukę, którą przynoszą trudności i odkryć co naprawdę jest dla nas dobre. Wspaniałe zdjęcia z uczestnikami i widoki gór będą mi przypominać mile i pożytecznie spędzone chwile.

Podobały mi się  warunki bytowe, tańce, serdeczność i otwartość uczestników. Podobał mi się Antoni i jego spokój, który umiał zachować nawet w  trudnych sytuacjach. Tematyka zajęć na wczasach bardzo przypadła mi do gustu. Zdobyłem nową wiedzę i nowe umiejętności, choć czasami wprowadzenie do ćwiczeń było zbyt ogólne i nie jestem pewien czy wykonałem je w sposób właściwy. Nauczyłem się podstaw uzdrawiania, i innego spojrzenia  na świat i życie. Odkryłem taki miły spokój wewnątrz siebie.
Dziękuję za zmiany, które zauważyłem w sobie i bardzo cieszę się, że byłem na tych wczasach. Chciałbym dostać dyplom uczestnictwa w kursie.

Podobało mi się ciepło i pomoc od uczestników, możliwość wymiany doświadczeń, przepracowania pewnych blokad, zapoznania się z ciekawymi i ważnymi dla mojego rozwoju tematami.  Nowe i bardzo ciekawe dla mnie było ćwiczenie: oddychanie kolorami. Rozpoznałam i skontaktowałam się ze swoim „bólem emocjonalnym” i myślę, że najbliższa przyszłość pokaże jak ważne i korzystne było dla mnie to doświadczenie.
Czuję w coraz większym stopniu, że moc jest we mnie i wszystko czego potrzebuję już mam, tylko jeszcze nie do końca umiem to wykorzystać. Ale już wiem czego chcę i do czego zmierzam. Dziękuję za możliwość przepracowania trudnych dla mnie relacji i wyrwania się z roli ofiary. Zabieram ze sobą więcej mocy, godności i niezależności emocjonalnej. A na przyszłość proszę o więcej warzyw na stołówce.

Jestem na początku trudnej drogi rozwoju duchowego, więc wczasy z uzdrawianiem to było dla mnie szczególnie ważne doświadczenie. Nauczyłam się podstaw uzdrawiania duchowego i jednocześnie zrozumiałam, że nie wystarczy nauczyć się techniki uzdrawiania, aby być uzdrowicielem. Poszerzyłam zasób swojej wiedzy, było dużo ciekawych tematów, ale też czuję niedosyt, gdyż nie wszystkie w dostatecznym stopniu dla mnie zostały rozwinięte. Zabieram z sobą ten niedosyt wiedzy i praktyki, dlatego postanawiam nadal się uczyć i rozwijać. Bardzo dziękuję Antoniemu i wszystkim uczestnikom za wspólne przeżycia i doświadczenia.

Jestem szczęśliwa, że tutaj przyjechałam. Były wspaniałe energie. Bardzo podniosłam swoją świadomość – dzięki wykładom i ćwiczeniom prowadzonym przez Antoniego. Dużo dał mi bliski kontakt ze wspaniałymi ludźmi. Bardzo podobały mi się medytacje, spacery po górach, ustawienia rodzinne. Cieszę się, że odkryłam jakie zmiany powinnam wprowadzić w swoim życiu. Dziękuję.

Podobała mi się atmosfera zajęć, spotkanie z ludźmi o podobnych potrzebach i  poglądach. Utwierdziłam się w przekonaniu, że moje myśli i działania idą właściwą drogą. Odkryłam dlaczego jestem, taka jaka jestem i zrobiłam kolejny krok w kierunku poznania swojej misji życiowej. Z zajęć wynoszę radość i spokój. Chciałabym otrzymać więcej materiałów z zajęć.

<<<<<  zobacz zdjęcia  >>>>>
 


  Wrażenia z podróży astralnych...

 

 

Wrażenia z warsztatów "Tworzenie Bogactwa"

Odczucia po warsztatach „Tworzenie Bogactwa” w dniach 10 – 11 stycznia 2009r. 

Bogactwo, obfitość – dla każdego z nas oznacza coś innego. Jedni, słysząc: bogactwo, od razu mają przed oczami sztabki złota i banknoty poukładane w wesołe stosiki, inni – widzą bogactwo duszy. Dla mnie te słowa oznaczają obydwa stany. Zarówno obfitość dóbr materialnych jak i bogactwo duchowe, wszechogarniającą, bezwarunkową miłość, radość i szczęście, pełnię życia wewnętrznego, zwieńczoną bezmiarem spełnienia duchowego. Co zatem zrobić, by bogactwo na zawsze zagościło w moim życiu? Okazuje się, że to zależy wyłącznie ode mnie, że tylko ja sama jestem w stanie je dla siebie stworzyć. Bo albo sama sobą potrafię się na to bogactwo otworzyć, albo nie. I wtedy miotam się, bezsilnie powtarzając – „chcę być bogata”, a tak naprawdę, w podświadomości odcinam się od tych myśli starymi, ugruntowanymi przekonaniami, z których często nie do końca zdaję sobie sprawę. I właśnie to, w jaki sposób możemy otworzyć się na pełne bogactwo
w naszym życiu było przedmiotem tych warsztatów. Czy potrafię zastosować otrzymaną wiedzę? Czy wytrwam
w nowych postanowieniach? To się okaże już niedługo...

Ela Ł.

 


  Po Manifestacji Celów...

Ten kurs dał mi więcej niż się spodziewałam. Wiem nad czym głównie mam pracować (zwalczenie "wirusów", które przeszkadzają w realizacji celów oraz głębszą duchową analizą kim jestem i jaka jest moja misja). Jednocześnie otrzymałam potwierdzenie tego nad czym już pracowałam. Należy pielęgnować w sobie tę radość i lekkość, która przybliża obecność aniołów i dobrych duchów (czego w takim stanie ducha niejednokrotnie doświadczyłam). Nie mam już wątpliwości, że takie lekkie, radosne podejście do pacjentów (niemal jakby to była zabawa) nie jest niczym złym i tylko pomaga w uzdrawianiu.


Dziękuję Ci Antoni, pozdrawiam wszystkich.

Ewa

 

Jadąc na kurs Manifestacji Celów rozmyślałam : co przyjdzie mi zmienić, co przełamać, a w co uwierzyć, jaka prawda mnie zaskoczy, a jaka przyświeci na drodze mojego życia?. Od dawna czułam wewnątrz wołanie : musisz wzmocnić swoją WIARĘ, wiarę w siebie, w to co umiesz i co potrafisz, musisz uwierzyć, że masz MOC. Odkryj ją w sobie. Ona czeka w głębi twojej duszy, czeka aż wydostanie się na powierzchnie wody i będzie pływać na falach ją kołyszących. Ta moc jest od dawna. Musisz stworzyć drogę do wyjścia.


I dowiedziałam się jak budować tę drogę. Jedna z nich została mi wskazana podczas „medytacji w Palestynie” w rozmowie z Jezusem. Powiedział do mnie : Otwórz swoje serce i kochaj ludzi. To jest klucz, klucz do wrót wszechświata. To droga do miłości, miłości uniwersalnej. To jak rozwiązanie zagadki. Te słowa przyświecają mi codziennie.  Wzmocniła się też moja wiara. Uwierzyłam, uwierzyłam wreszcie w swoją moc i potęgę, potęgę ludzkich możliwości i zdolności ludzkiego ciała. To jak odnalezienie brakującego ogniwa. Zaczął się proces regeneracji ciała, umysłu i duszy. Świadomość samej siebie i swoich ogromnych sił wzrosła. To wspaniałe uczucie jak zwiększa się moja świadomość, to jak rosnąca przestrzeń bez ograniczeń i  końca.


Już wiem jak budować swoje życie. Mam plan, wizję i misję, których będę się trzymać i mam narzędzia by je zbudować i zrealizować.
Kurs Manifestacji Cudów to jak potężny rozwój Ducha, jak krok naprzód, krok ku drodze jasnej i świetlistej. Drodze do światła, gdzie Cuda się zdarzają, jeśli tylko tego chcemy. Ta droga prowadzi do bycia szczęśliwym i prawdziwym człowiekiem – a czyż to nie CUD???

Magdalena

Formułę kursu MC można rozszerzyć, chociaż i tak jest przeznaczona tylko dla wybranych. Miło było spędzić czas w nieco wyższej atmosferze duchowej, gdzie m. innymi o cudach Jezusa można normalnie rozmawiać. Jego dzieło jest jak światło dla nas wszystkich. Cieszę się, że poznałam ludzi, którzy oprócz życia zawodowego i rodzinnego tak pięknie rozwijają się duchowo i czerpią z tego niekłamaną satysfakcję. Kurs oferuje subtelne wiadomości z zakresu prowadzenia życia duchowego.


 


:-)

 

 

strona główna
©A. Przechrzta 2004-2009